Cześć, tu Ania i Zosia. Od ponad 10 lat układamy diety płodności, które pomogły spełnić marzenia o rodzicielstwie tysięcy osób. Otulamy wsparciem tych, którzy wciąż czekają – bo wiemy, jak smakuje widok 1 kreski na teście ciążowym i jak wielkie znaczenie ma czuła obecność kogoś, kto naprawdę rozumie jak „tam” jest.

Akademia Płodności
Claim This Podcastby Akademia Płodności
Podcast Overview
Cześć, tu Ania i Zosia. Od ponad 10 lat układamy diety płodności, które pomogły spełnić marzenia o rodzicielstwie tysięcy osób. Otulamy wsparciem tych, którzy wciąż czekają – bo wiemy, jak smakuje widok 1 kreski na teście ciążowym i jak wielkie znaczenie ma czuła obecność kogoś, kto naprawdę rozumie jak „tam” jest.
Language
🇵🇱
Publishing Since
8/29/2020
Reach the team behind Akademia Płodności
Verified contact details for this show aren't on file yet — sign up to get notified when they land.
Recent Episodes

June 19, 2026
#102 Seks podczas starań. Psycholog seksuolog Anna Wietrzykowska
<p> </p> <p>Dziękujemy za udział <strong><a href="http://www.psycholognieplodnosci.pl">Annie Wietrzykowskiej – psycholog niepłodności </a></strong></p> <p><b>Zapraszamy do wysłuchania podcastu. </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Cześć, tu Ania i Zosia, wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. </span></p> <p> </p> <h1><b> Seks podczas starań o dziecko</b></h1> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Dzień dobry, dzień dobry! Witamy w kolejnym podcaście. Dzisiaj gościmy Annę Wietrzykowską, znaną w internecie jako Psycholog Niepłodności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Aniu, żeby nic nam nie umknęło, poprosimy Cię, abyś przedstawiła się naszym słuchaczom i słuchaczkom.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Dziękuję Wam bardzo za zaproszenie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Rzeczywiście tematyką niepłodności zajmuję się już od wielu lat. Można mnie spotkać w mediach społecznościowych, ale również w księgarniach, ponieważ jestem autorką książki </span><i><span style="font-weight: 400;">Niewidzialni Rodzice</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tak jak Wy, od dłuższego czasu zajmuję się wspieraniem osób mierzących się z niepłodnością i nie ukrywam, że bardzo czekałam na tę rozmowę.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Ania jest psycholożką, a także seksuolożką, dlatego również o tym aspekcie będziemy dziś rozmawiać. Tematem naszego odcinka jest seks podczas starań o dziecko.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Tak, to jest taki roboczy tytuł naszego odcinka.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Przywitam się również, bo ja też tutaj jestem. Zazwyczaj chowam się gdzieś za mikrofonem, ale dziś odzywam się także do Was.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Zastanawiałyśmy się wiele razy, jak podejść do tego tematu. Trochę opowiedziałyśmy Wam już o naszych własnych doświadczeniach, bo tym możemy się z Wami podzielić i jesteśmy gotowe mówić o tym otwarcie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Natomiast to wciąż są tylko historie Ani i Zosi.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Z wiadomości, które od Was dostajemy, i z całej dekady zbierania doświadczeń związanych z niepłodnością wiemy, jak bardzo jest to bolesny temat w życiu wielu par. Wiemy też, że w bardzo wielu domach dzieje się dokładnie to samo i że wiele osób przeżywa podobne trudności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego bardzo się cieszymy, że jest dziś z nami specjalistka. Liczymy na to, że pomoże nam lepiej zrozumieć, skąd biorą się te emocje i mechanizmy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Mam więc pierwsze pytanie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlaczego seks podczas starań o dziecko tak często przestaje być czymś spontanicznym, przyjemnym i po prostu… fajnym?</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Zacznijmy od tego, że seksualność człowieka ma kilka wymiarów. Najczęściej mówi się o trzech.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Pierwszy to wymiar </span><b>prokreacyjny</b><span style="font-weight: 400;"> – ten, którym najczęściej zajmujemy się wtedy, kiedy myślimy o dziecku. Drugi to wymiar </span><b>popędowy</b><span style="font-weight: 400;">, czyli związany z realizacją potrzeb seksualnych. Trzeci natomiast to wymiar </span><b>więziotwórczy</b><span style="font-weight: 400;"> – zaspokajanie potrzeby bliskości, czułości, poczucia bycia ważnym, kochanym i akceptowanym.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Co ciekawe, ten wymiar prokreacyjny jest z nami najkrócej. Pojawia się tylko w określonym momencie życia – wtedy, kiedy chcemy zostać rodzicami.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I właśnie w chwili, kiedy zaczynamy starania o dziecko, uaktywnia się cała gama skojarzeń związanych z zachodzeniem w ciążę. Pojawiają się historie zasłyszane w rodzinie, doświadczenia znajomych, przekonania wyniesione z domu czy ze szkoły.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nagle okazuje się, że seks nie jest już taki jak wcześniej. Pojawiają się nowe scenariusze i nowe oczekiwania dotyczące tego, jak powinno wyglądać poczęcie. Czy zajście w ciążę jest łatwe? Czy jest dostępne dla każdego? Czy wystarczy po prostu przestać się zabezpieczać?</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Moim zdaniem nasze pokolenie ma ogromne braki w edukacji seksualnej. Przez lata wielu z nas żyło w przekonaniu, że wystarczy odstawić antykoncepcję i ciąża pojawi się właściwie od razu.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tymczasem okazuje się, że niepłodność, poronienia czy różne problemy zdrowotne wpływające na płodność były obecne od zawsze, a dziś – w dobie chorób cywilizacyjnych – występują nawet częściej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego wiele osób przeżywa ogromne zaskoczenie. Uprawiają seks, a ciąży nadal nie ma.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I właśnie wtedy, kiedy ten wymiar prokreacyjny zaczyna dominować, para konfrontuje się z własnymi przekonaniami dotyczącymi płodności. Zderza się z faktem, że zajście w ciążę nie zawsze jest proste, szybkie i oczywiste.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">To jest niesamowite, co mówisz.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja naprawdę miałam takie poczucie, że istnieje po prostu jakiś „włącznik płodności”. Wcześniej całe życie słyszałam, że trzeba się zabezpieczać, bo można zajść w ciążę praktycznie od razu. W mojej głowie wystarczył jeden stosunek i właściwie było niemal pewne, że ciąża się pojawi.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">To jest właśnie dokładnie to przekonanie, o którym mówiłaś.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wiele osób wierzy, że wystarczy jeden stosunek – właściwie w dowolnym momencie cyklu – i ciąża jest niemal gwarantowana.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego dla wielu par ogromnym zaskoczeniem jest sytuacja, kiedy owulacja występuje prawidłowo, parametry nasienia są dobre, a mimo to ciąży przez wiele miesięcy nie udaje się uzyskać.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Nasunęło mi się teraz jeszcze jedno pytanie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jeżeli mamy parę, która stara się o dziecko i jest już w tym trybie, o którym mówiłaś – kiedy seks staje się przede wszystkim prokreacyjny – to czy taki seks nadal może być przyjemny?</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Bo wiele par, które do nas piszą, i również nasze własne doświadczenia pokazują, że z czasem coś między partnerami zaczyna się zmieniać.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ten seks staje się coraz bardziej mechaniczny.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Na początku jest jeszcze ta ekscytacja, że może właśnie za chwilę pojawi się ciąża. Jest bliskość, radość, nadzieja. To wszystko jest jeszcze przyjemne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale kiedy starania trwają miesiącami albo latami, seks bardzo często staje się czymś trudnym. Momentami wręcz bolesnym emocjonalnie.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Myślę, że już samo określenie „seks podczas starań” brzmi bardzo zadaniowo. Jest w nim wpisany ten wymiar prokreacyjny – uprawiamy seks po coś, w konkretnym celu. Chcemy, żeby pojawiło się dziecko.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jednak seksualność składa się z trzech wymiarów. Jeżeli zadbamy również o dwa pozostałe – ten związany z bliskością i ten związany z przyjemnością – mamy szansę zrównoważyć konsekwencje seksu, który przez dłuższy czas pełni wyłącznie funkcję prokreacyjną.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tak często wygląda praca z parami w gabinecie seksuologicznym. Staramy się zmniejszyć skutki tego, że przez wiele miesięcy czy lat w sypialni dominuje wyłącznie seks „na dziecko”, a dwa pozostałe wymiary zostały zaniedbane. Chodzi o to, żeby znowu było w nim miejsce na przyjemność i bliskość.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Przypomniał mi się cytat, który kiedyś bardzo mocno ze mną zarezonował.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">„Kupowałam seksowną bieliznę i udawałam, że naszła mnie ochota na seks.”</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dopiero teraz, kiedy opowiedziałaś o tych trzech wymiarach seksualności, rozumiem, dlaczego tak bardzo do mnie trafił.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Patrzę na to z perspektywy czasu i widzę, że kompletnie zaniedbałam dwa pozostałe wymiary. Prokreacja stała się absolutnym centrum wszystkiego.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tylko z drugiej strony… zastanawiam się, czy ja w ogóle byłam wtedy w stanie to zrównoważyć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Oczywiście mogłam kupić seksowną bieliznę, mogłam próbować stworzyć odpowiedni nastrój, ale miałam poczucie, że trochę odgrywam rolę przed partnerem.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A ja nie chciałam grać. Chciałam naprawdę to poczuć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Podczas niepłodności ona tak bardzo dominuje życie, że człowiek ma wrażenie, jakby całkowicie tracił sprawczość.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">I właśnie tutaj ogromną rolę odgrywa edukacja seksualna w dorosłym życiu.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Warto wiedzieć, jak działają reakcje seksualne oraz jakie procesy zachodzą w nas zarówno fizjologicznie, jak i psychologicznie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Często wyobrażamy sobie pożądanie tak, jak pokazują je filmy – ktoś kogoś zobaczy, spojrzenia się spotykają i nagle obie osoby rzucają się sobie w ramiona.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To jest tzw. pożądanie spontaniczne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Problem polega na tym, że ono najczęściej występuje na początku relacji. Później, w długoletnich związkach, pożądanie wygląda zupełnie inaczej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Najczęściej ma charakter responsywny, czyli pojawia się w odpowiedzi na bodźce.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie czekamy, aż ochota pojawi się sama. My ją stopniowo budujemy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To może być właśnie założenie ładnej bielizny, zaplanowanie wspólnego wieczoru czy stworzenie przestrzeni tylko dla siebie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Można umawiać się na seks i to wcale nie odbiera mu wartości. Wręcz przeciwnie – dla wielu par to działa bardzo dobrze.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Istnieje świetna książka </span><i><span style="font-weight: 400;">Ona ma siłę</span></i><span style="font-weight: 400;">, która właśnie o tym opowiada. Pokazuje, czym jest pożądanie responsywne i jak można je świadomie budować.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Oczywiście w niepłodności jest to wyjątkowo trudne. Seks bardzo często zaczyna kojarzyć się z cierpieniem, rozpaczą, leczeniem i chorobą.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale trudne nie znaczy niemożliwe.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego wiele spotkań w gabinecie opiera się przede wszystkim na psychoedukacji. Wyjaśniamy parom te mechanizmy i bardzo często samo ich zrozumienie wystarcza, żeby coś zaczęło się zmieniać.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie zawsze potrzebna jest wieloletnia terapia.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Kiedy para rozumie, co się z nią dzieje, może świadomie zadbać o to, żeby czasem seks był rzeczywiście prokreacyjny, ale czasem po prostu służył bliskości.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Już samo wprowadzenie tej różnorodności robi ogromną różnicę.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">No właśnie… Dziwnie się składało, że ochota na seks zawsze pojawiała się wtedy, kiedy były dni płodne.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Ja pamiętam moment, kiedy właściwie myślałam już tylko o seksie prokreacyjnym.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Szkoda mi było każdej owulacji, która mogłaby się „zmarnować”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jeżeli lekarz mówił, żeby współżyć dwa dni wcześniej albo po inseminacji, to wszystko podporządkowywaliśmy temu planowi.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Szczerze mówiąc, w mojej głowie w ogóle nie było już miejsca na seks dla bliskości.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Przy nieregularnych cyklach każde zbliżenie wydawało się potencjalnie „tym właściwym”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Może owulacja będzie za dwa dni. A może jutro. A może właśnie dziś.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie potrafiłam odpuścić żadnej okazji.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Każdy stosunek był „po coś”. Przed owulacją. Po owulacji. „Może jeszcze zwiększymy szansę”. „Może jeszcze więcej plemników zdąży dotrzeć do komórki jajowej”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Naprawdę trudno było wtedy myśleć o przyjemności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Pamiętam też, że tego nie dało się ukryć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Już od rana budowałam odpowiednią atmosferę. Myślałam: „Dobrze, nie pokłóćmy się dzisiaj. Nie powiem nic, co mogłoby go zdenerwować”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I nagle uświadamiam sobie, że seks prokreacyjny nie zaczynał się w sypialni.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">On zaczynał się wiele godzin wcześniej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Układałam cały dzień tak, żeby partner miał dobry nastrój. Żeby nie był zmęczony. Żeby miał ochotę. Żeby przypadkiem nie powiedział: „Nie dam dziś rady”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wysyłałam miłe wiadomości, byłam wyjątkowo czuła… ale dziś wiem, że nie robiłam tego dlatego, że spontanicznie miałam na to ochotę.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">W mojej głowie trwał już plan.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to było niesamowicie obciążające.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dzisiaj, kiedy o tym myślę, chciałabym wierzyć, że mogło być choć trochę lżej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale gdy przypominam sobie siebie z tamtego czasu, wiem, że wtedy nie uwierzyłabym, że da się przeżywać to inaczej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Miałam poczucie, że to po prostu misja.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">To, co opowiadasz, przypomina chodzenie po bardzo kruchym lodzie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Każdy krok trzeba stawiać ostrożnie. Zastanawiać się: „Czy mogę to powiedzieć? Czy poruszyć ten temat? Czy rozmawiać o rachunkach? Czy lepiej nie psuć atmosfery?”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Myślę, że bardzo trudno jest przez wiele miesięcy czy lat funkcjonować w relacji, w której cały czas ma być tylko romantycznie i miło. Przecież życie każdego z nas niesie różne wyzwania i trudności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Słuchając Ciebie, mam jednak poczucie, że w pewnym momencie zabrakło rozmowy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Seks podczas starań o dziecko wciąż jest ogromnym tematem tabu. Specjaliści często o niego nie pytają, pacjenci sami o nim nie wspominają. Po obu stronach zapada cisza.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wielu moich pacjentów nigdy nie usłyszało informacji, że mogą o tym rozmawiać. Ale też sami nie wpadli na to, żeby zapytać, czy to, czego doświadczają, jest normalne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Często pojawia się przekonanie: „Może tak po prostu musi być”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tymczasem to, co opisujesz, bardzo często jest konsekwencją choroby.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tak samo jak w chorobie onkologicznej zmienia się życie seksualne. Tak samo jak po traumie czy w przypadku niepełnosprawności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Niepłodność również jest chorobą i ma prawo wpływać na seksualność.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego pacjenci mają pełne prawo szukać pomocy, mówić o tym i szukać rozwiązań.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wyobrażam sobie też, że kiedy Ty przez to przechodziłaś, takich treści w internecie było znacznie mniej.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">W ogóle była cisza.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Ja sobie teraz myślę, że wtedy sama psychoterapia dopiero przestawała być tematem tabu. Coraz więcej osób zaczynało mówić o tym otwarcie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Natomiast pójście do seksuologa?</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To było coś, o czym praktycznie się nie rozmawiało.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I mam wrażenie, że dla wielu osób nadal tak jest.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Przecież nawet badanie nasienia dla części mężczyzn jest ogromnym wyzwaniem.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A co dopiero powiedzieć partnerowi: „Może pójdziemy do seksuologa?”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Przecież człowiek myśli: „Po co? Za chwilę i tak będziemy w ciąży”.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">I to jest właśnie jedna z pułapek niepłodności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To ciągłe odkładanie momentu, w którym prosimy o pomoc. Jeszcze jeden miesiąc, cykl, transfer. Pacjenci bardzo często trafiają do specjalistów dopiero wtedy, kiedy konsekwencje choroby są już mocno nasilone. Psychiczne, fizyczne i seksualne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A przecież – podobnie jak w medycynie – im wcześniej zauważymy problem, tym krótsza i łatwiejsza jest droga do jego rozwiązania.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Kiedy opowiadałaś o tym wszystkim, bardzo wiele rzeczy we mnie rezonowało.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja też byłam świetnym strategiem.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jest ta jedna Ania, która reżyseruje całe swoje życie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dba o to największe marzenie, które być może spełni się już za chwilę. Bo może właśnie ten cykl okaże się tym szczęśliwym.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Myśli sobie: „Jeszcze trochę. Potem już nie będę musiała udawać. Wszystko będzie dobrze”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Przecież każda z nas miała takie przekonanie, że kiedy pojawi się dziecko, wszystko stanie się idealne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Że już nigdy nie będzie narzekania, zostanie tylko szczęście.I wtedy pomyślałam sobie. Ty dbasz o spełnienie swojego marzenia.Dbasz o komfort męża, żeby miał dobry nastrój, żeby nie był zdenerwowany, żeby miał ochotę na seks, żeby nie powiedział: „Nie dam rady”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale…</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Kto w tym wszystkim dba o Anię?</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Mam poczucie, że taka kobieta płynie cały czas pod wodą.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wstrzymuje oddech. Liczy, że już za chwilę wynurzy się na powierzchnię i wreszcie będzie mogła zaczerpnąć powietrza. Tylko to „za chwilę” może nie nadejść.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ona cały czas wytrzymuje. Jeszcze trochę, jeden cykl. Jeszcze trochę tlenu jej wystarczy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale jest już na granicy swoich możliwości. I mam poczucie, że o tę Anię nikt się nie troszczy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ona sama zaciska zęby i robi wszystko, żeby wszystkim wokół było dobrze. Dlatego chciałabym Cię zapytać… Co dzieje się z kobietą, która przez tak długi czas funkcjonuje w trybie ciągłej walki? Ale też z jej partnerem?</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jakie mogą być konsekwencje życia w takim nieustannym napięciu?</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Tych konsekwencji może być naprawdę wiele.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">U jednej osoby mogą pojawić się epizody depresyjne, u innej zaburzenia lękowe, a u części pacjentów również zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie jest to zaskakujące.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Osoby starające się o dziecko naprawdę mają o czym myśleć i bardzo wiele rzeczy próbują kontrolować.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Z czasem jednak część z nich zaczyna tracić poczucie kontroli i właśnie wtedy mogą pojawić się objawy zaburzeń.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Najczęściej obserwujemy jednak epizody depresyjne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To o tyle trudne, że bardzo łatwo je przeoczyć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Pacjent zaczyna wycofywać się z życia.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wycofuje się z relacji.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wycofuje się z różnych ról, które wcześniej pełnił.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Coraz bardziej zamyka się w sobie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A kiedy to się dzieje, pojawiają się kolejne konsekwencje – także dla związku.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Bo depresja nigdy nie dotyczy wyłącznie jednej osoby…</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Epizod depresyjny wpływa nie tylko na relację partnerską, ale również na stan zdrowia, pracę zawodową i wiele innych obszarów życia. Te konsekwencje zaczynają się stopniowo nawarstwiać. Im dłużej ktoś pozostaje w takim stanie, tym trudniej jest później z niego wyjść.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Czasami otoczenie jest tak zaabsorbowane własnymi problemami, że tego po prostu nie zauważa. Nawet dwie osoby mieszkające pod jednym dachem mogą przestać się naprawdę widzieć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Kiedy pracuję z parami starającymi się o dziecko, bardzo często obserwuję, że on przeżywa wszystko po swojemu, a ona po swojemu. Z czasem te dwa światy zaczynają się od siebie oddalać.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego tak ważne jest, aby trudności pojawiające się na etapie starań o dziecko zaopiekować właśnie wtedy, kiedy się pojawiają.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Każde wyjście z niepłodności oznacza zmianę, a każda zmiana wymaga adaptacji i niesie kolejne wyzwania.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jeżeli para zachodzi w ciążę, pojawiają się nowe doświadczenia. Często sama ciąża jest mocno zmedykalizowana i również bywa źródłem stresu. Potem przychodzi rodzicielstwo, które także stawia przed parą nowe wyzwania.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Są również pary, które wybierają inne drogi – adopcję, rodzicielstwo z wykorzystaniem dawstwa gamet, adopcję zarodka czy adopcję społeczną dziecka. Każda z tych dróg również wiąże się z własnymi wyzwaniami.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Są też osoby, które podejmują decyzję o zamierzonej bezdzietności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego niezależnie od tego, jaki scenariusz przyniesie życie, odkładanie rozwiązania trudności na później może okazać się bardzo zgubne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Najczęściej obserwuję taki schemat: para doczekuje się dziecka, ale problemy, które pojawiły się wcześniej, nie znikają.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">W czasie ciąży często rezygnują ze współżycia. Później rodzi się dziecko, które naturalnie absorbuje ogromną część uwagi i energii. Mijają miesiące, czasem lata, a kiedy para chciałaby wrócić do życia seksualnego, okazuje się, że nie bardzo wie, jak to zrobić.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego wszystkie trudności seksualne i relacyjne warto zaopiekować już na etapie starań o dziecko.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Myślę, że niepłodność bardzo zawiesza człowieka. Ja sama byłam przekonana, że kiedy zajdę w ciążę, wszystkie moje problemy po prostu znikną.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Że tam, po drugiej stronie, czeka już tylko moje dziecko i szczęśliwe życie.Nie myślałam o tym, żeby zadbać o siebie tu i teraz. Myślałam o sobie jako o osobie, która jeszcze trochę wytrzyma. Zagryzie zęby. A potem wszystko samo się ułoży.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie zastanawiałam się nad tym, jakie mogą być konsekwencje nierozwiązanych problemów w przyszłości.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Człowiek w trybie przetrwania nie myśli o tym, co będzie dalej. Myśli tylko o tym, żeby przestać cierpieć.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">To prawda.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale z drugiej strony myślę też, że wtedy do Twoich uszu nie mógł jeszcze dotrzeć taki podcast jak ten.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie chcę też za bardzo upraszczać tego tematu ani udzielać uniwersalnych rad, bo po drugiej stronie są bardzo różne osoby. Każda z nich jest na innym etapie, z inną historią i innym zakończeniem tej drogi.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Chciałabym jednak spróbować zostawić naszym słuchaczom coś praktycznego.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Oprócz tego, że wszystkie trzy bardzo zachęcamy do tego, żeby nie zwlekać z wizytą u specjalisty.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Bo – jak powiedziałaś – czasami nie potrzeba wieloletniej terapii. Czasem wystarczy kilka spotkań i zrozumienie mechanizmów, które właśnie się dzieją.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Już sama świadomość pozwala inaczej sobie z tym radzić.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego chciałabym Cię zapytać…</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Czy jest coś, co osoby słuchające tego podcastu mogłyby wdrożyć już dziś?</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Jak najbardziej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Oczywiście z zastrzeżeniem, że nie istnieje jeden uniwersalny przepis dla wszystkich. Każda historia jest inna.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale myślę, że warto zapamiętać jedną bardzo ważną rzecz. Niepłodność jest chorobą. A każda choroba somatyczna wpływa na wiele obszarów naszego funkcjonowania. Wpływa na seksualność, relacje, zdrowie psychiczne. To nie jest oznaka słabości ani porażki, tylko naturalna konsekwencja choroby. I właśnie dlatego warto szukać sposobów, żeby ten wpływ możliwie jak najbardziej ograniczać.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nasz mózg bardzo lubi nowość i poczucie nowego początku. Czasami samo wprowadzenie czegoś nowego do życia seksualnego sprawia, że przestaje ono kojarzyć się wyłącznie z niepłodnością i leczeniem.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Możemy próbować nowych rzeczy. Nowych pozycji, nowych sposobów okazywania bliskości czy nowych gadżetów.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To wszystko może pomóc odbudować ten wymiar przyjemności, który podczas starań często schodzi na dalszy plan.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Warto też pamiętać, że spadek libido bardzo często ma podłoże biologiczne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wiele pacjentek przyjmuje leki hormonalne albo choruje na schorzenia, które wpływają na gospodarkę hormonalną. To wszystko może zmieniać reakcje seksualne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dlatego nie warto obwiniać siebie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie myślmy: „Robię coś źle”, „Za mało się staram”. Spróbujmy być dla siebie bardziej wyrozumiali. Zamiast mówić sobie: „Zawaliłam”, warto pomyśleć: „To było wszystko, na co było mnie dziś stać”. Albo: „Dzisiaj się nie udało, ale jutro też jest dzień”. Bardzo często nasze myśli są pełne zniekształceń poznawczych.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">„Jestem do niczego.”</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">„Nic się nie uda.”</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jeżeli zaczynamy je zauważać, warto od razu próbować zastępować je bardziej życzliwymi i realistycznymi myślami.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To naprawdę pomaga.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Rozmawiajmy też z partnerem. Nazywajmy to, co się dzieje. To zupełnie normalne, że na pewnym etapie starań może po prostu nie być ochoty na seks.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Pamiętajmy jednak, że w długoletnich relacjach znacznie częściej niż spontaniczne pożądanie pojawia się pożądanie responsywne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie musimy czekać, aż ochota pojawi się sama. Możemy stworzyć przestrzeń, w której będzie miała szansę się pojawić.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Bardzo polecam obserwować </span><b>The Gottman Institute</b><span style="font-weight: 400;">. Publikują mnóstwo krótkich wskazówek opartych na badaniach naukowych.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jedną z nich jest tzw. sześciusekundowy pocałunek. Okazuje się, że pocałunek trwający dłużej niż sześć sekund może zwiększać poczucie bliskości i pomagać rozbudzać pożądanie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To bardzo prosty eksperyment. Spróbujcie dziś pocałować się przez sześć sekund i zobaczcie, co się wydarzy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To właśnie z takich drobnych gestów często zaczynają się większe zmiany.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Słuchając Ciebie, miałam momentami wrażenie, że odezwało się we mnie jeszcze trochę nieprzepracowanych emocji z tamtego czasu. Ale bardzo chciałabym, żeby ten odcinek trafił do osób, które właśnie teraz przechodzą przez podobne doświadczenia.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Mam nadzieję, że zasieje w nich choć małe ziarenko.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Takie, które pomoże zaopiekować się sobą, swoją relacją i partnerem.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Po prostu… żeby żyło im się trochę lżej.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Aniu, bardzo dziękujemy Ci za to spotkanie. Nie ukrywamy, że liczymy na kolejne rozmowy.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Z ogromną przyjemnością.</span></p> <p><b>Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">W takim razie mamy nadzieję, że jeszcze nie raz usłyszymy się wspólnie w naszym podcaście.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dziękujemy Wam za dzisiejszy odsłuch.</span></p> <p><b>Ania:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Dziękujemy, Aniu.</span></p> <p><b>Anna:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">Dziękuję za zaproszenie.</span></p> <p><b>Ania i Zosia:</b><b><br /> </b><span style="font-weight: 400;">A Wam życzymy dobrego tygodnia. Do usłyszenia!</span></p> <p><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /></p> <p dir="ltr" style="text-align: left;"><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /></p> <p>Artykuł <a href="https://akademiaplodnosci.pl/102-seks-podczas-staran-psycholog-seksuolog-anna-wietrzykowska/">#102 Seks podczas starań. Psycholog seksuolog Anna Wietrzykowska</a> pochodzi z serwisu <a href="https://akademiaplodnosci.pl">Akademia płodności</a>.</p>

May 26, 2026
#101 Dzień Mamy- dlaczego może być taki trudny
<p> </p> <p>Dziękujemy za udział <strong><a href="http://www.psycholognieplodnosci.pl">Annie Wietrzykowskiej – psycholog niepłodności </a></strong></p> <p><b>Zapraszamy do wysłuchania podcastu. </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Cześć, tu Ania i Zosia, wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. </span></p> <p><b>Ania: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dzień dobry w kolejnym podcaście.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Naszą gościnią w dzisiejszej rozmowie jest Anna Wietrzykowska, psycholog niepłodności. </span></p> <p><b>Zosia: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Z Anią mieliście okazję usłyszeć się już wcześniej w naszych podcastach. Mamy nagrany też jeszcze jeden materiał, który opublikujemy prawdopodobnie po Dni Mamy. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Super Aniu gościć Cię tutaj dzisiaj. Dlatego że jesteśmy w takim dniu, który wiele z nas, staraczek, obrało sobie jako taki dzień, który jest pełen bólu, który jest bardzo ciężki, o którym marzą, żeby już móc go obchodzić ze swoimi dziećmi, na które tak bardzo czekają. I w sumie to może na początek powinnyśmy Cię zapytać, dlaczego tak to jest, że ten dzień jest taki trudny? </span></p> <p><b>Anna Wietrzykowska:</b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Myślę sobie o tym, że ten dzień mamy, to jest taki dzień, którym cały świat przypomina właśnie o tym doświadczeniu. I dla pacjentek, dla pacjentów, którzy są w trakcie leczenia niepłodności, którzy właśnie idą w kierunku swojego dziecka, ale jeszcze po drodze nie mają tego swojego dziecka, to ta celebracja tego macierzyństwa, rodzicielstwa jest bardzo trudna, bo to jest trochę takie cały czas przypominanie, gdzie ja jestem, a gdzie są inni.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Niepłodność to jest ogólnie taka choroba, która bardzo odgradza od innych, od znajomych, od rodziny, która wprowadza pewną różnicę. I myślę sobie, że właśnie w takich sytuacjach świątecznych, tych szczególnych dni, to jest jeszcze bardziej takie oddalające od bliskich. Więc tu na wielu poziomach dochodzi do takich trudności.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">I tych relacji z najbliższymi, i też takich relacji tego, co się dzieje w nas, jak jesteśmy w trakcie leczenia, a jeszcze tego dziecka nie ma i nie wiadomo, czy ono będzie. </span></p> <p> </p> <p><b>Ania: </b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Dlaczego ten dzień mamy jest takim trochę deadline’em? Wyobrażamy sobie, to jest jeden z takich wielu deadline’ów podczas starań, gdzie na tej osi starań jest właśnie bardzo ważnym momentem, który pojawia się. I dlaczego tak jest? </span></p> <p><b>Zosia: </b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Ja jeszcze tutaj dodam tylko od siebie, że drugim chyba, który może stawać w konkury, bo nie wiem, czy jesteśmy w stanie to zestawić na równi, ale drugim takim bardzo ciężkim momentem to są święta, kiedy te starania są o wiele bardziej odczuwalne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">No i wyobrażamy sobie bardzo często też, że dajemy ten wymarzony prezent na przykład z okazji urodzin męża i tam w tym pudełeczku będzie czekał ten test ciążowy w końcu z dwoma kreskami. I ten dzień mamy też jest taki deadline w naszych głowach. </span></p> <p> </p> <p><b>Anna Wietrzykowska: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">To zależy, jak bardzo my się też identyfikujemy z tymi wyobrażeniami, jak mocno w nim wchodzimy, czy my trochę uciekamy w ten świat fantazji i w nim zostajemy, czy my jakoś natarczywie, kompulsywnie na przykład wyobrażamy sobie, że to nas jakoś pominie, że będziemy tylko cierpieć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Właśnie jest bardzo ważne przeanalizować treść tych wizualizacji, ale też kontekst, kiedy one się pojawiają, jaką one rolę spełniają. Natomiast jeżeli to są takie wyobrażenia takie bardzo swobodne, po prostu występują przy okazji, na przykład zobaczymy w sklepie jakiś mały bucik i gdzieś tam nasze myśli podążą w tym kierunku, czyli spontanicznie w odpowiedzi na bodziec. Myślę, że to jest łagodne i takie bardzo ludzkie, bo przecież w tą stronę idziemy, w kierunku własnego dziecka.</span></p> <p> </p> <p><b>Ania: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dobrze, Aniu, a powiedz nam proszę, czy te wizualizacje jest to coś, co może nam pomóc podczas starań, czy raczej staramy się unikać wyobrażania sobie siebie? </span></p> <p><b>Anna Wietrzykowska: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja może dodam, że w medycynie z wizualizacji się korzysta u pacjentów np. onkologicznych, pacjentów przed zabiegami. Wizualizacja jest bardzo dobrym narzędziem, ale np.</span> <span style="font-weight: 400;">w psychoonkologii pracuje się z pacjentami w ten sposób, że np. niekoniecznie się bazuje na tym, żeby pacjent wyobrażał sobie, że wyzdrowiał, albo wyobrażał sobie, że to nie idzie w dobrym kierunku. Odrywa się od końca, czyli np.</span> <span style="font-weight: 400;">wizualizacja u pacjenta wtedy polega na tym, aby wyobraził sobie, jak gdzieś jest, w jakimś miejscu, jest ta stereotypowa plaża, albo jest w górach, albo znowu jest w jakimś takim miejscu ze swojej przyszłości, które jest dla niego ważne, ulubiony fotel, może jakiś las. Dlaczego to jest ważne? Wówczas układ nerwowy trochę przechodzi z tego trybu walcz lub uciekaj, który często się uruchamia w chorobie i tak samo się uruchamia, gdy my myślimy uporczywie, czy ja będę tą mamą, czy nie, bo to też jest stresogenne na zasadzie tak albo nie. U nas wtedy przechodzi z reakcji walcz lub uciekaj na takie bardzo neutralne funkcjonowanie, takie bezpieczne funkcjonowanie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I on się skupia na bodźcach, bo w tych wizualizacjach bardzo ważne jest wyobrażenie sobie bodźców. Co pacjent widzi, co pacjent słyszy, jaki zapach się unosi, czy np. zapach sosen, jak idzie przez tę ścieżkę leśną.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I takie wizualizacje, które pomagają układowi nerwowemu odpocząć, one są medycznie bardzo wspomagające proces leczenia, więc zakładam, że takie wizualizacje, tak jak ty powiedziałaś może o tych stokrotkach, o kwiatach, które się kojarzą z majem i takie wejście trochę sensorycznie w ten obraz może być jakoś na plus.</span></p> <p> </p> <p><b>Zosia: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja jak słucham tak o tych wizualizacjach, to muszę wam powiedzieć, że jest mi, i zawsze było, z nimi tak trochę nie po drodze. Próbowałam je oswoić na pewnym etapie swojego życia, wiedząc, że mogą być jakimś tam narzędziem, które mnie zagrzeje do walki, zmobilizuje, da mi po prostu jakąś inną optykę taką, z której będę mogła skorzystać i wyciągnąć coś dla siebie. Ale tak serio, to albo po prostu nie wiedziałam, jak z nich korzystać i nie robiłam tego właściwie, albo one mi się wydawały takie trochę od czapy, oderwane od rzeczywistości trochę, bo w ogóle sam temat wizualizacji jako czegoś takiego, z czego można korzystać i postarać się przekuć na swoją, jakby wiecie, tę szalę na swoją stronę, pojawił się w moim życiu dawno, bardzo temu, naprawdę bardzo dawno temu, myślę, że to mogło być około 20 lat, może nawet.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jak spotykałam się, pamiętam, z takim chłopakiem, który miał bardzo fajną mamę i ja z tą jego mamą spędzałam naprawdę dużo czasu i rozmawiałyśmy sobie otwarcie na bardzo wiele różnych tematów i podczas jednej z takich dyskusji temat zszedł na to, że ona pokonała swój ogromny lęk przed jeżdżeniem samochodem, jeżdżeniem do Warszawy, więc do takiego, wiecie, ruchliwego, dużego miasta, skomplikowanego dość do poruszania się samochodem, szczególnie dla osoby, która ma jakieś opory w tym temacie. I pamiętam, jak ona powiedziała mi wtedy, że tak bardzo zależało jej na tym, żeby jeździć do tej pracy, bo dostała taką naprawdę spoko posadę. Prawie równie bardzo jej zależało na tej pracy, co równie bardzo się bała dojeżdżać do niej samochodem i że wtedy skądś dowiedziała się o takiej metodzie na wizualizację i że bardzo pomogło jej wyobrażanie sobie siebie w jakimś zarąbistym, wypasionym, czerwonym cabrio, w którym właśnie podjeżdża do tej pracy i trochę tak jakby dzięki tej pracy go ma i że, wiecie, że to była taka wizja, która jak się bała, to sobie siebie wyobrażała w tej furze i jakoś tak bardziej się mobilizowała do tego, żeby próbować jej zaciskać zęby i kolejny raz mimo swoich lęków to przezwyciężać.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to wtedy zabrzmiało sensownie, chociaż pamiętam, że jak ja próbowałam jakkolwiek z tego skorzystać, to było mi ciężko. I powiem wam, bo chcę wam powiedzieć tę anegdotę w takim kontekście, jeśli nie czujecie się z tym bardzo po drodze, to to chyba też jest okej. Zaraz, Aniu, mam nadzieję, że nam więcej powiesz trochę o tych narzędziach do wizualizacji i może o tym, jak z tego korzystać. Ale chcę wam powiedzieć o tym, że jedyną taką myślą, która naprawdę zagrzywała mnie do walki, to była właśnie podczas starań. Dlatego że ja nie wiem, dlaczego mi się to tak utarło w głowie, natomiast bardzo, ale to bardzo marzyłam o tym, żeby kiedyś to moje jeszcze nieistniejące dziecko przyniosło mi w swoich łapkach taki niedbale zerwany bukiet stokrotek. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Taki wiecie, jak to wyobrażałam sobie, że małe dzieci zrywają, czyli jedna to sama główka stokrotki i druga to jakaś łodyga ze źdźbłem trawy, może jakiś kawałek mlecza czy koniczyny i po prostu te łapki, które niosą taki niedbały bukiet stokrotek, wydawały mi się takim moim prywatnym po prostu szczytem Mount Everestu, na który wciąż się wspinałam i wiedziałam, że jeśli tam na górze, na szczycie czeka ta nagroda, to po prostu warto mimo wszelkich przeciwności, które będą gdzieś, jak te kłody pod nogami narzeć i dzielę się z wami tym przemyśleniem, tą anegdotą, dlatego że nie zawsze łatwo w te wizualizacje, tak mi się wydaje, że to nie musi być takie easy game, żeby z tego korzystać.</span></p> <p> </p> <p><b>Ania: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja się postawię trochę, stanę się tą Anią, którą byłam powiedzmy w okolicy połowy starań, kiedy musiałabym dojrzeć do tego, co tutaj zostało powiedziane i ja w ogóle nie szukałam żadnych metod pomocy sobie, wręcz przeciwnie, czułam całą sobą, że ja ten stres łyknę, łyknę tą gonitwę, przecież zaraz będę w ciąży, zaraz to minie. Trochę mi się to wydaje takie nieprawdopodobne, nie dla mnie, wręcz czuję taką złość na to, na to, co słyszę, na to, że mam sobie coś wyobrażać. Wiecie, nie wierzę, tamta Ania w to nie wierzy. </span></p> <p><b>Anna Wietrzykowska: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ono cały czas zostawia ciebie w stresie, bo zobaczcie, czy to dziecko będzie, czy nie będzie, pacjent idzie dalej w kierunku, jednak będzie wyzwanie, bo nawet jeśli ciąża się pojawi po leczeniu płodności, to to jest ciąża zmedykalizowana, monitorowana, ciąża na polu minowym, więc ta wizualizacja też momentu zajścia w ciążę, bycia w ciąży dla wielu pacjentów nie jest końcem stresu, tylko po prostu przejściem na inny temat.</span></p> <p><b>Ania: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja tak bardzo mam gdzieś ten układ nerwowy, tak bardzo nie zdaję sobie sprawy, że to może mi w czymś pomóc, ja jestem tylko skupiona na tym, że jaka relaksacja?! Ja po prostu w to nie wierzę, ja nie chcę, ja chcę być, ja chcę zakończyć ten etap, ja chcę dojść do tej mety, mimo, że plączą mi się nogi i słyszę właśnie takie wizualizacje, wydaje mi się to takie dość frywolne może, tak, myślę, że tak. </span></p> <p><b>Anna Wietrzykowska: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Myślę, że to jest naturalne, że jednak te myśli się pojawiają, bo jesteśmy tylko ludźmi i jednak w sytuacji niepłodności to jest co miesiąc trochę takie stawianie drugiej osoby na ostrzu noża, bo albo będzie, albo nie będzie i niepłodność jest taka kategoryczna, albo będzie miesiączka, albo będzie ciąża, zazwyczaj w tym kierunku. Więc to jest naturalne, że te myśli będą, kwestia jest taka ile ich jest i co my z nimi robimy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to jest też naturalne nie bombardować ich cały czas, tak, bo to też nie jest możliwe, żebyśmy cały czas byli w takiej wizualizacji, cały czas byli takim zen i cały czas byli w takim rodzaju takiego calm down. No nie da się. Ale wtedy, kiedy możemy, to możemy sięgać po takie metody, na przykład profilaktycznie, raz dziennie, dwa razy dziennie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Czasami z pacjentami pracuję w ten sposób, że przed rozpoczęciem pracy albo robią przerwę w pracy, na trzy minuty sobie właśnie puszczają jakiś ulubiony utwór z YouTube’a, siadają głęboko w fotelu, oddychają i sobie wizualizują tak zwane bezpieczne miejsca. To jest takie ćwiczenie z terapii traumy, ale można je też zapożyczyć na użytek różnych innych sytuacji i tematów z życia ludzkiego. I takie trzy minuty w tym bezpiecznym miejscu też robią dobrą robotę dla układu nerwowego, bo pomagają mu troszeczkę właśnie wyjść z tej reakcji stresowej i poczuć się bezpiecznie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Myślę, że wizualizacja, relaksacja to są te jedne z metod, ale nie jedyne. Tych metod jest kilka. Myślę, że znajdzie się i można dobrać do siebie, do swojej osobowości, do swojego temperamentu i takiego napędu życiowego.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Natomiast wyobrażam też sobie, że niepłodność jest tak długoletnią chorobą u większości pacjentów, że są momenty takie jak mówisz, Ania. Są momenty: ja mam totalnie to gdzieś. Ja to rozumiem z perspektywy psychologicznej, bo są takie momenty i mają prawo być up and down. Więc są momenty, gdzie to może być niedostępne dla danej osoby z różnych przyczyn.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Bo np. otrzymała właśnie taki wynik, że zmiótł ją, bo długo np. dana osoba próbowała coś naprawić w swoim zdrowiu, a okazuje się, że dalej te wyniki badań wskazują na to samo.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc są takie momenty dużego zniechęcenia, takiej małej mobilizacji i takie, gdzie jesteśmy na nie. Są też momenty inne i owa te momenty są ważne. Ale każdy wymaga innych interwencji, innego zadbania o siebie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Czasami trzeba poprzyjmować te emocje, pobyć z nimi, poprzetrawiać je, aby móc iść dalej. </span></p> <p> </p> <p><b>Zosia: </b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Kurczę, no bo wiecie nad czym się zastanawiam. Zastanawiam się nad tym, że ten podcast, z tym podcastem w ten Dzień Mamy akurat dzisiejszy jesteśmy w stanie trafić w bardzo różny moment w waszych życiach.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I może to być ten moment, w którym właśnie jesteście u szczytu mobilizacji i wiecie, że następny Dzień Mamy będzie wasz, albo właśnie potrafiłyście oswoić wizualizację i jesteście jakoś tak okej z nimi, albo trafiamy na ten moment, kiedy totalnie w to wątpicie, kiedy macie kryzys w związku, kiedy macie pierwszy dzień okresu, kiedy nie wyszło kolejne podejście do in vitro, kiedy nie wiem, nie idzie wam po drodze z procedurami adopcyjnymi. To może być mnóstwo różnych punktów na drodze i różnych momentów w życiu. I nie wiem jak w sumie, mam Cię o to zapytać Aniu, ale chciałabym, żebyśmy jakoś wspólnie postarały się poszukać jakiegoś uniwersalnego narzędzia.</span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Czy jesteśmy w stanie udzielić jakiejś uniwersalnej rady, która: dobijając do brzegu pomoże nam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy w stanie zrobić cokolwiek w ten Dzień Mamy, żeby nie cierpieć tak bardzo? </span></p> <p> </p> <p><b>Anna Wietrzykowska:</b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Duże pytanie i zastanawiam się nad odpowiedzią. Zachęcam do tego, żeby samemu sobie wewnętrznie też zadać na siebie pytanie. Jak w tym roku, w tym momencie chciałabym, chciałabym w tym dniu funkcjonować? Co chciałabym robić? Co chciałabym robić? Czy mam możliwość iść do pracy? Czy chcę iść do pracy? Czy mam możliwość nie iść do pracy? Czy mam jeszcze jakąś inną możliwość? I w zależności od tego, co się pojawi, tak zareagować na tę rzeczywistość, aby też sobie ułatwić to funkcjonowanie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Może jest tak, że na przykład tego dnia w biurze jest takie bardzo huczne wydarzenie. Dużo tych mam jest teraz zemocjonowanych, bo wiadomo, to są ważne dni dla nich? Są wydarzenia w szkołach, gdzie te mamy się cieszą, ale z drugiej strony są też osoby, pacjenci, którzy czekają na swoje dzieci i pewnie u nich emocji też jest dużo. I w zależności od tego, jak my potrzebujemy w tym dniu być w relacjach, też można to jakoś uwzględnić,, bo mamy też różne poziomy bycia w relacjach. Z niektórymi jestem bliżej, z niektórymi jestem dalej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jednym mamy większą otwartość powiedzieć o swoich potrzebach, innym nie, ale jeśli my nie zadbamy o swoje granice i swoje relacje, to jest mała szansa, że ktoś zrobi to za nas. Zachęcałabym do tego, aby nazwać te potrzeby, zobaczyć, czego do tego dnia potrzebujemy i w jaki sposób na to uwzględnić. </span></p> <p> </p> <p><b>Ania:</b></p> <p><span style="font-weight: 400;"> Ja się zastanawiam, dlaczego Dzień Mamy jest jednym z takich dni, kiedy obserwujemy staraczki, kobiety, które z nami się kontaktują.</span> <span style="font-weight: 400;">Nawet często pada w wiadomościach, że może to będzie ten Dzień Mamy, że może w tym roku ten maj będzie naszym majem. Dlaczego akurat ten dzień, ten jeden dzień w roku boli tak bardzo? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego on jest taki, że wręcz kobiety, które starają się dziecko wyczekują, one wiedzą, że on się zbliża, one wiedzą, że zaraz to się stanie. Dlaczego tak się dzieje? </span></p> <p><strong>Anna Wietrzykowska:</strong><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Bo tutaj mamy do czynienia ze stratami w liczbie mnogiej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To nie jest strata tylko dziecka, bo tego dziecka nie ma w tym momencie, w którym jesteśmy na to gotowi. To jest strata też kawałka tożsamości, bo na przykład identyfikujemy się już z mamą, z taką rolą mamy, a jeszcze nią nie jesteśmy. To jest strata też właśnie w relacjach społecznych, strata wejścia spokojnie w przyszłość, bo do tej pory być może życie było dla nas bardziej przewidywalne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Kończyliśmy studia, wychodziliśmy za mąż, budowaliśmy domy i nagle pojawia się temat, w którym nasze wpływy są ograniczone, gdzie my nie wiemy z tego punktu, gdzie jesteśmy, jak to się zakończy. Więc to wchodzenie w niepewną przyszłość też jest stratą, stratą czegoś bardzo podstawowego, poczucia bezpieczeństwa w życiu, bo nie wiemy, jak to życie będzie wyglądało, co się w nim wydarzy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tu mamy trochę takie doświadczenie strat na wielu poziomach, w związku z tym to jest trudne. Tu nie chodzi tylko o dziecko i nie chodzi tylko o mamę. Tu chodzi o coś więcej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Trochę taka metafora grypy. W grypie też się różnie czujemy. Czasem mamy siłę i możliwość pójścia do pracy i funkcjonowania, a czasem nie mamy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I warto uwzględnić to nasze funkcjonowanie psychiczne też bardzo poważnie, tak jak uwzględniamy fizyczne. Bo mam wrażenie, że kiedy fizycznie mamy dolegliwości, to się robi takie poważne, idziemy do lekarza, w jakiś sposób dbamy o tą rzeczywistość, no bo nie możemy, bo kicham, bo mam rozwolnienie, bo pojawia się objaw z ciała. Natomiast objawy z tej sfery psychogennej, one też są ważne i one też mogą i często wpływają na nasze funkcjonowanie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I w zależności od tego, jak w tym danym momencie, w tym danym roku czujemy się, jeżeli chodzi o dzień mamy, tak warto to uwzględnić, że w tym roku mam siłę na to. Nie nakładać na siebie takich oczekiwań, że jak w zeszłym roku byłem w pracy, czy zrobiłem to i tamto, to w tym roku też musi tak być. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">W chorobie nic nie musi, bo w chorobie człowiek jest bardzo ruchomy, jeżeli chodzi o swoją kondycję psychiczną. Więc trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, ok, to będzie wtorek w tym roku, jakie w związku z tym będę funkcjonować? Na co mam siłę i możliwości, a na co nie mam siły? Jak mogę o siebie zadbać na ten dzień? I tak jak dbamy o siebie w chorobie, Spowolniamy, chowamy się pod kocyk, opiekujemy się sobą na różne sposoby, tak zaopiekujmy się sobą, jeśli chodzi o tę sferę właśnie psychogenną. </span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span></p> <p><b>Zosia: </b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Myślę, że to będzie tylko spoko pomysłem dla części z nas, ale skoro u jednej z Was w wiadomościach się to pojawiło, to może znajdzie jakąś bliźniaczą duszę i będzie mogła się odbić jak w lustereczku w niej i znaleźć jakieś ukojenie. Więc powiem Wam o tym, co napisała Wam nam w sumie, ale teraz się z Wami tym podzielę. Jedna z Was, bo na Instagramie dostałyśmy kiedyś taką wiadomość w okolicy Dnia Mamy albo w sam Dzień Mamy, kiedy właśnie dzieliłyśmy się tym takim trudnym raczej przeżywaniem i pozwalałyśmy Wam na to, żeby ten dzień po prostu pozwolić sobie na przeżywanie trudnych emocji, które są ciężkie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jedna z Was napisała taką wiadomość, że ona rzeczywiście była w takim miejscu, w którym ten Dzień Mamy powodował w niej wiele bólu i takiego jakby rozdrapywania ran, które przypominały o tym, że ciągle tą mamą nie jest i że to jest kolejny Dzień Mamy, w którym ona tylko marzy o tym, żeby tą mamą zostać. A potem uświadomiła sobie i przypomniała sobie, że ona ma na świecie swojego człowieka, tego, który właśnie sprowadził ją na ten świat, czyli swoją własną mamę. I to był chyba drugi ich Dzień Mamy taki wspólny, który celebrowały bardzo razem i dała nam taką perspektywę swoją, którą może warto poszerzyć, że jeśli macie na świecie wokół siebie swoje mamy, to może w ten dzień przelać po prostu tą swoją uwagę, może nie całą, ale chociaż część z niej na mamy Wasze i z nimi zrobić coś fajnego, spędzić czas.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To tak dzielę się, żeby może gdzieś ta myśl z Wami została i wykiełkowała w tych serduszkach, w których będzie miała grunt do tego, żeby wykiełkować.</span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><b><br /> </b><b>Anna Wietrzykowska:</b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;"> Jeśli w danej sytuacji uwzględniamy, że jest to dla nas w tym momencie potrzebne i ważne i mamy taką możliwość, jak najbardziej tak. Ja też nawiążę np.</span> <span style="font-weight: 400;">do sytuacji pacjentek po stratach. Mając straty na różnym etapie ciąży, mają też pytanie, co zrobić w tym dniu porodu, który gdzieś został w kalendarzu. Bo mają go w swoim sercu i też przed oczami.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I często właśnie ten dzień porodu też planujemy np. w terapii. Jako się zachować tego dnia, co zrobić, czego nie robić, na co jest gotowość, bo to też jest taki dzień podobny jak Dzień Mamy wyjątkowy, taki inny niż reszta dni.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc może na bazie tego doświadczenia, takiego planowania, właśnie jak robię z pacjentkami po stracie, które oczekują właśnie na ten dzień porodu, ale już wiedzą, że są po stracie i tego dnia porodu nie będzie, to można tak samo zareagować właśnie na ten Dzień Mamy. Jakoś go zaplanować, zobaczyć, sprawdzić, czy byłoby możliwe, co nie.</span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Może np.</span> <span style="font-weight: 400;">można wziąć pracę zdalną, jeśli jest taka możliwość w danym momencie. Albo może jest taki dzień, w który chcemy wyjść, chcemy uczestniczyć, bo mamy takie doświadczenie, że do tej pory zawsze braliśmy wolne albo akurat wypadało w weekend i nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji w pracy. Może być różnie i myślę, że każdy może mieć inaczej w tym roku, tego dnia.</span></p> <p> </p> <p><b>Zosia: </b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">Aniu, dziękujemy ci bardzo za to, że zechciałaś przyjąć zaproszenie do naszego podcastu i dziękujemy, że padło tutaj tyle wartościowych słów, które mamy nadzieję, że ukoją ten niewątpliwie trudny dzień nadchodzący. Bądź może odsłuchujecie ten podcast w Dniu Matki. Wiemy, że on może być dla was trudny.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><b>Anna Wietrzykowska:</b></p> <p><span style="font-weight: 400;">W zeszłym roku też w Skandynawii, chyba w Norwegii, była premiera takiego filmu Mam in Me i to był film o niezamierzonej bezdzietności, w którym bohaterkami były kobiety, które właśnie zakończyły proces starania dziecko i nie są mamami dziś. I akurat ten film miał premierę w Dzień Mamy, tylko ten taki ogólnoświatowy Dzień Mamy, czyli maj, ale nie pamiętam, który dzień, chyba 11. I ta premiera właśnie specjalnie była wyznaczona też w ten dzień dla kobiet, dla osób, których temat niepłodności dotyczy, ale już po tej drugiej stronie niezamierzonej bezdzietności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to też może być jakoś ważne, żeby pamiętać, że obecnie jest dużo takich społeczności, które odpowiadają na potrzeby. I osób, które dzisiaj wiedzą, że tymi mamami nie będą. I osób, które jeszcze są w takim korytarzu trochę do tego macierzyństwa, nie wiedzą, z którą stronę je zaprowadzi.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I osób, które tymi mamami już są. </span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><b>Zosia: </b><span style="font-weight: 400;"><br /> </span><span style="font-weight: 400;">To chciałam powiedzieć, że wiemy i staramy się bardzo przelać od nas to takie wsparcie i tę taką miłość. I wiemy, że to jest jeden z trudniejszych dni w roku dla Was.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I poczujcie to, że jesteśmy z Wami. Życzymy wam bardzo tego, żeby kiedyś te małe rączki wam poderwały taki bukiet stokrotek i wierzymy w to, że to będzie już następny Dzień Mamy. </span><span style="font-weight: 400;"></p> <p></span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dzisiaj szczególnie dbajcie o siebie, ale pamiętajcie o tym, żeby dbać o siebie zawsze.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">___________________________________________________</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">Podczas nagrania tego podcastu napotkałyśmy wiele problemów technicznych, z którymi dzielnie starałyśmy się uporać. Jeśli podczas odsłuchiwania je zauważycie to wybaczcie nam je prosimy. Przyświecał nam cel, by opublikować tę rozmowę terminowo w Dzień Mamy, w który wiele z Was będzie potrzebować otuchy i chociaż takiego wirtualnego utulenia. Mamy nadzieję, że niedogodności techniczne nam tego nie popsują. Ściskamy Was najmocniej, szczególnie dziś.</span></i></p> <p><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /><br /> </p> <p dir="ltr" style="text-align: left;"><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /></p> <p>Artykuł <a href="https://akademiaplodnosci.pl/blog/2026/05/26/101-dzien-mamy-dlaczego-moze-byc-taki-trudny/">#101 Dzień Mamy- dlaczego może być taki trudny</a> pochodzi z serwisu <a href="https://akademiaplodnosci.pl">Akademia płodności</a>.</p>

September 24, 2025
#100 Adopcja – droga do rodzicielstwa oczami Pauliny
<p><b>Podążanie za marzeniami czasem brutalnie kładzie na kolana. W mozolnym trudzie podnoszenia się z nich, w obawie przed kolejnym upadkiem szukacie filarów, o które możecie oprzeć swoje nadzieje. W poszukiwaniu drogi do macierzyństwa chcecie zbudować most do źródła, w którym płynie rozpoczęta już wcześniej historia. Historia, która także szuka oparcia dla swoich nadziei na przyszłość.</b></p> <p> </p> <p><b>Jak połączyć dwa światy, które tak bardzo potrzebują siebie wzajemnie?</b></p> <p><b>Czy można ugasić pragnienie macierzyństwa i rodzicielstwa, pijąc ze źródła adopcji? </b></p> <p><b>Czy podążanie za swoimi marzeniami może być samolubne, szlachetne i altruistyczne jednocześnie?</b></p> <p> </p> <p><b>Zapraszamy do wysłuchania podcastu. </b></p> <p><strong>Plan odcinka</strong></p> <ul> <li aria-level="1"><strong>Nasza droga do płodnej nadziei</strong></li> </ul> <ul> <li aria-level="1"><strong>Adopcyjny test ciążowy i pierwsze zdjęcie USG – czy to możliwe? </strong></li> </ul> <ul> <li aria-level="1"><strong>Uroki rodzicielstwa adopcyjnego – wszyscy jesteśmy tacy sami</strong></li> </ul> <ul> <li aria-level="1"><strong>Żyćko kołem się toczy, czy gdzieś zapisany plan?</strong></li> </ul> <p> </p> <p><b>Zosia.:</b><span style="font-weight: 400;"> Hejka. Dzisiaj wyjątkowo słyszycie tylko mój głos, bo Aniusia zaniemogła i jest troszkę chora, a umówiłyśmy się dzisiaj na nagrywki z wyjątkową osobą, dlatego bardzo nie chciałyśmy ich przekładać.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;"> Przed chwilą skończyłam nagrywać podcast z Pauliną… teraz, jak to mówię, to się uśmiecham:) (możecie to usłyszeć), ale przed chwilą byłam nieźle spłakana i chciałabym Was na to przygotować, że ten podcast, który nagrałyśmy jest tak bardzo prawdziwy, jest tak bardzo ludzki.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;"> Paulina jest mamą adopcyjną i o tym właściwie była ta rozmowa, ale jak zdecydujecie się jej zaraz przesłuchać, to usłyszycie, że była również o wielu innych bardzo pobocznych tematach.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Nagrywam ten wstęp, bo cała nasza rozmowa… w tej całej naszej rozmowie byłam tylko tłem i bardzo nie chciałam się wcinać Paulinie w jej historię, bo Ona po prostu płynęłam z tym tematem. Ona sama była reżyserką tego podcastu – właściwie można tak powiedzieć. I, mimo że wcześniej z Anią przygotowałyśmy bardzo wiele pytań, zostawiłyśmy Wam nawet na Instagramie okienko do ich zdania, to Paulina większość z nich zamknęła w swoim (można powiedzieć) monologu. Więc zrobiła to w swoim tempie, na swoich zasadach, dokładnie tak, jak chciała, do tego stopnia, że muszę Wam dograć ten wstęp, bo po prostu, jak się połączyłyśmy to, zaczęło się flow i zaczęła płynąć i nie miałam nawet serca, żeby jej przerywać. I po to ten wstęp, żeby zaprosić Was do niesamowitej rozmowy i do wspaniałego świata rodziców adopcyjnych, którego głosem dzisiaj – takim frontmanem – była właśnie Paulina, która jest mamą w tym całym zgranym teamie (zespole). </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Bardzo, bardzo serdecznie zapraszam Was do świata Tej Rodziny i tej drogi do rodzicielstwa, do macierzyństwa, a Paulinie… Paulinko Tobie, (co mówiłam już przed chwilą) jestem Ci szalenie wdzięczna i tak bardzo z Ciebie dumna, za to, że dałaś radę i zechciałaś, i przelałaś tyle Waszej historii do świata Internetu, i do tego, żeby stał się teraz takim publicznym głosem.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wierzę w to, że zbierze to przeogromne plony. </span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Zapraszam Was bardzo do rozmowy z Pauliną.</span></p> <p> </p> <p><b>Cześć. Tu Ania i Zosia. Wspólnie tworzymy Akademię Płodności.</b></p> <p><b>Miejsce w którym towarzyszymy Wam podczas starań.</b></p> <p> </p> <p><b><i>Nasza droga do płodnej nadziei</i></b></p> <p> </p> <p><b>Zosia: </b><span style="font-weight: 400;">No dobrze. To zaczynamy Misiaku dobra?</span></p> <p><b>Paulina:</b><span style="font-weight: 400;"> Dobra. Więc zaczęłam sobie takim pięknym cytatem, że “piszesz kolejny rozdział swojego życia, więc… Wow! Szybko się zaczyna…</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Spokojnie, na luziku…</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> W sensie… to będzie emocjonujące, bo… to może inaczej….</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Każdy ma plan na swoje życie. Prawda? Więc jak (my) bardzo szybko wzięliśmy ślub, bardzo… W sensie, byliśmy młodziakami i wszyscy wtedy zakładali, że jestem w ciąży, bo kto bierze ślub w wieku 23 lat. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie byłam w niej (w ciąży)… </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie byłam w niej tak naprawdę nigdy. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Plan zakładał bliźniaki i od początku twierdziliśmy, że na pewno kiedyś adoptujemy dziecko. Więc w sumie, w planie początkowym ta adopcja była właściwie naturalna i oczywista. Ten plan legł w gruzach po, tak naprawdę myślę, że takich bitych ośmiu latach takiej walki. Takiego odbijania się od lekarzy. Takiego szukania pomocy właściwie wszędzie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">No i tak trafiłam na Akademię Płodności.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc Akademia Płodności również była jedną z części naszej walki, bo chyba mogę nazwać to walką. Ale Akademia Płodności pomogła mi (na pewno) w wyregulowaniu moich wyników. Po tak dużej ilości badań, zabiegów i w ogóle. Badań drożności jajowodów, zabiegów u mojego męża, gdzie wykonaliśmy absolutnie wszystko, o co nas lekarze prosili. Akademia Płodności i Wasza dieta pomogła mi na pewno uregulować moje wyniki. Więc tutaj w ogóle było ,,chapeau bas (kapelusze z głów), brawo, super, że Pani tak zrobiła”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc zadbałam o swoje zdrowie dzięki Wam – to na pewno.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I tak sobie kiedyś marzyłam, że będę tym jednym, takim puzzelkiem, takim kafeleczkiem na Instastory, że ,,nam też się udało”. A oto proszę… nagrywam podcast, mam swój własny post u Was, na Waszym profilu. Więc to jest ukłon w Waszą stronę, że tak naprawdę działacie po to, żeby wszystkie te pary, które tak marzą o dziecku, mogły spełnić swoje marzenie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A my jesteśmy trochę inną historią, a mimo wszystko pamiętacie też o takich osobach. I Instagram łączy ludzi. Czego przykładem jesteśmy teraz, i Instagram łączy ludzi, bo przez przypadek trafiłam na konto jednej z dziewczyn… kobiet. Nie chciałabym podawać nicku (jej danych), bo nawet nie zapytałam, czy mogłabym to zrobić. Więc zostawię ją – jeśli będzie tego słuchała, będzie wiedziała, że to o Niej mówię i wszyscy bliscy moi będą wiedzieli, że to o Niej mówię. Bo dzięki Niej, ta adopcja i to wszystko, co się wokół niej kręciło, cały proces – ciężki proces tak naprawdę, i to co teraz też się dzieje, że wiem, że nie jestem sama, że nie zwariowałam, że to wszystko, co czuję jest oczywiste, że wszyscy ludzie, którzy adoptowali dzieci mogą mieć takie odczucia. Nie jestem dziwnym człowiekiem, jeśli to wszystko czuję i cały ten proces adopcji, też dzięki Niej, był (dla mnie), był taki lżejszy trochę chyba. Mogłam się podzielić, że ja mogłam się zapytać. Ona jest mamą dwóch chłopców. Już takich dużych chłopców. Jeden, to jest nastolatek, a drugi to taki pierwszak albo drugoklasista, ale nie pamiętam już teraz. W każdym razie chłopcy już są starsi, więc Ona jest już bardziej doświadczoną mamą adopcyjną niż ja, bo u nas historia dopiero zatacza swoje dwuletnie koło, więc to dość świeże. Tak naprawdę, wracając do tego wszystkiego, co nas spotkało, no to może… nie to, że się poddaliśmy. Daliśmy sobie chyba spokój. Nie mieliśmy już zasobów chyba też takich zdrowotnych – psychicznie. Trochę nie mieliśmy już też zasobów finansowych, żeby pomyśleć w ogóle… chociaż, może tak powiem. Lekarze odradzali nam in vitro i inseminację, tzn. “</span><i><span style="font-weight: 400;">in vitro może byście się zastanowili, ale inseminacja to w waszym przypadku jest kompletnie bez sensu</span></i><span style="font-weight: 400;">”.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">No dobra, no to w takim razie na początku było, że na in vitro nie mamy kasy, a później myśleliśmy:</span><i><span style="font-weight: 400;"> da się tę kasę zorganizować, tylko czy my chcemy? Czy my jeszcze damy radę, czy jakby jeszcze to dźwignę? Bo jak to się nie uda, to ja się już kompletnie załamię i poddam.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">No i daliśmy sobie spokój w ogóle z tym pomysłem. </span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc naturalną koleją rzeczy… (przepraszam, użyję chusteczki…), było to, że idziemy w adopcję. Zaczęliśmy szukać ośrodka. Jeden nas tak, może trochę zbył. Trochę rozczarował. A drugi ośrodek był takim strzałem w dziesiątkę. No i w tym ośrodku poznaliśmy pięć cudownych par.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I uwaga, cała ekipa już jest w komplecie. Cała! Mamy 5 swoich wspólnych takich dzieciaczków, łącznie oczywiście z naszym synem i spotkaliśmy się całkiem niedawno, bo na początku czerwca. Wszyscy się poznaliśmy. Więc to było takie turbo wzruszające, że jakby możemy się tym podzielić ze sobą. Bo jednak to łączy.</span></p> <p><b>Nikt Cię nie zrozumie lepiej niż osoba, która wie, co czujesz i przeżywa bardzo podobne kwestie.</b></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc my przeżyliśmy mnóstwo ciąż dzieciaków w rodzinie, u znajomych. Z takich bardzo bliskich znajomych jesteśmy jedyni, którzy taką drogę przeszli. Jedna koleżanka również. Słuchałam wczoraj Waszego podcastu </span><b>„Jak poinformować o ciąży”</b><span style="font-weight: 400;">, i miałam dosłownie przed oczami to, jak z jedną z nas byłyśmy na tym samym etapie: my wykupowałyśmy Wasze diety wspólnie i jej się udało… A nam nie… I chyba to była dla mnie jedna z takich cięższych informacji, że przecież robimy dokładnie to samo. I absolutnie… Moja najbliższa przyjaciółka, która też się zmaga w ogóle też z zupełnie innymi chorobami i jej też się udało. I tutaj miałam takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">Boże, jak to cudownie (że się udało), bo Ona po prostu też musi tyle pokonać, też jakby poświęca swoje zdrowie, żeby mieć tego Maluszka.</span></i><span style="font-weight: 400;"> I jej córeczka jest piękną czterolatką. I tu było mi dużo łatwiej. A chyba idąc równoległą walką i jedni idą do góry, udaje im się, a ja zostaję w tym punkcie – i jest takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">O! Oł. Jakby… Co ja mogę więcej?!</span></i> <i><span style="font-weight: 400;">Robiłam dokładnie to samo co Ona i dlaczego ja nie (jestem w ciąży)?</span></i><span style="font-weight: 400;"> Ale wiem, że jej też było trudno nas o tym poinformować i wczoraj ten podcast Wasz, tak sobie odsłuchiwałam, bo tak sobie odsłuchiwałam Wasze podcasty… trochę odświeżałam. Było to takie, kurcze… jej też było trudno. Jakby wiem, że wszystkim, którzy byli koło nas (i są nadal), to też nie musiało być tak łatwo być z nami w tym, nie do końca wiedząc co czujemy, a jednak nas wspierać. I cały proces adopcyjny to trochę zweryfikował ludzi blisko i chyba dobrze. Ja się chyba z tego cieszę, bo tak naprawdę Ci, co mają zostać, tak zostali. I są. Także, tutaj… Boże, jak zacznę płynąć to Ci nie dam dojść do słowa. </span></p> <p> </p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> To jest Twój podcast i to jest moment dla Ciebie. Ja jestem tu tylko po to, żeby nadawać jakieś tło, ale to Ty jesteś główną bohaterką, więc bardzo się cieszę. Nie zrobiłyśmy nawet wstępu, ale ja go dogram w ogóle na luzie. Ja nie naszykowałam sobie chusteczek, a już dwa razy byłam na skraju (łez), więc powinnam się w nie też tutaj szybciutko zaopatrzyć. Jeśli chcesz… bo ja oczywiście… my przygotowałyśmy sobie ramowy plan z Anią, mamy pytania, ale Ty tak pięknie o tym opowiadasz, że ja chyba nie chciałabym tego upierać w moje sztywne ramki i po prostu chciałabym dać Ci płynąć.</span></p> <p> </p> <p><b><i> </i></b><b><i>Adopcyjny test ciążowy i pierwsze zdjęcie USG – czy to możliwe?</i></b></p> <p> </p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Ok… Ok. Ok, no to płynę dalej.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc jak już się zdecydowaliśmy na ośrodek, to tam zadałyście mi takie pytanie: co było najtrudniejsze? Więc chyba najtrudniejsze dla nas były te historie na szkoleniach. Te szkolenia trwały… w ogóle ja wspominam, na zasadzie, wracamy po prostu po nocach. Bo my wracaliśmy po 22 drugiej. Wychodziliśmy stamtąd naprawdę bardzo późno. Te szkolenia trwały kilka godzin i nie było ich dużo stricte “zajęć”, ale naprawdę rzeczywiście trwały bardzo długo. I były takie męczące psychicznie. Ja to wspominam, że my stamtąd wychodzimy, przegadujemy sobie w aucie wszystko co było. Na świeżo. Jakby: co o tym myślisz, jak to odebrałeś? I tak dalej, itd. Po czym brałam telefon, zahaczyliśmy o Maczka, bo byliśmy turbo głodni, więc jakiś tam Maczek, jakieś mcflurry, fryteczki i te sprawy. I były dwa telefony. Albo dzwoniłam do mojej mamy, albo dzwoniłam właśnie do mojej przyjaciółki, bo chyba potrzebowałam zdać takich relacji osobie… może nie niezaangażowanej, bo One były zaangażowane i cały czas są, ale takiej na chłodno, że jakby “co Ty o tym myślisz? Bo słuchaj… słuchaliśmy tego, tego. Jest dużo ciężkiej historii. Kiedyś stwierdziłam, że oni chyba chcą nas zniechęcić. Wiesz, jakby tyle nam takich smutnych i ciężkich rzeczy opowiadają, że oni chyba chcą nas zniechęcić. I dziewczyny nam kiedyś właśnie wytłumaczyły, że słuchajcie, my Wam musimy przedstawić wszystko, co jest ciężkie, żeby nie było takiego: O! Oł, one o tym nie powiedziały, a to jest turbo trudne do przejścia, i trzeba to dźwignąć. I trzeba to wziąć na swoje barki. No bo jednak bierzesz na swoje barki historię małego człowieka. Nie zawsze łatwą. Nie zawsze taką, że tak naprawdę to tylko był taki jeden przeskok i jesteś już u nas i masz superszczęśliwe życie. Bo te dzieciaki niosą ze sobą swoje traumy i tak naprawdę te traumy najcięższe jest to dla nich, ale my jako rodzic… każdy rodzic chce zabrać swojemu dziecku wszystkie smutki i chciałaby, żeby Ono miało tylko i wyłącznie szczęśliwe dzieciństwo. Więc One musiały nam to przedstawić i chyba te historie były dla mnie takie najtrudniejsze. Takie smutne. Takie przytłaczające, że czasami stamtąd wychodziłam i myślałam: </span><i><span style="font-weight: 400;">Boże, czy ja podołam? Czy ja serio tak dam radę? Czy ja mam w sobie jeszcze tyle zapasu sił? </span></i><span style="font-weight: 400;">No bo jednak dużo z nich poszło na samą walkę.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale tak jak zapytałyście tutaj, czy ja pamiętam pierwsze spotkanie… to trochę jest tak, jak (tak sobie wczoraj o tym pomyślałam), że ten telefon, ten magiczny telefon, że człowiek czeka po prostu i czeka, i czeka, i czasami już było tak, że ja po prostu sprawdzam: </span><i><span style="font-weight: 400;">a może ja nie usłyszałam, a one do mnie dzwoniły?</span></i><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I zadzwoniły serio w takim momencie, w którym się absolutnie tego nie spodziewałam i byłam w takim ogromnym szoku, że one w ogóle do mnie dzwonią, że nie zapytałam o nic. Ja nie zapytałam o płeć dziecka, ja nie zapytałam o wiek, o imię. O nic nie zapytałam i tylko powiedziałam, że: tak chcemy usłyszeć tę historię. No i po drugiej stronie Pani Dyrektor mówi do mnie: ale to w ogóle interesuje cię to, co to jest za dziecko, cokolwiek? Odpowiedziałam: no wiesz co, możesz mi coś tam powiedzieć, cokolwiek co wiesz. No to usłyszałam, że Mały Człowiek ma trzy lata, że jest chłopcem, i że zaprasza nas, żebyśmy przeczytali Jego dotychczasową historię. Bo sam fakt tego, że ma trzy latka to już oznacza, że już coś tam za sobą niesie. </span></p> <p> </p> <p><b>Więc to było trochę tak, jak te dwie kreski na teście. To są te moje dwie kreski na teście.</b><span style="font-weight: 400;"> To jest to, że ja to już widzę i się dzieje ej. Coś tu już jest. Coś tu już kiełkuje. Teraz tylko trzeba jechać i… to dźwignąć. W sensie przeczytać. Bo wiadomo, to, że one dzwonią wcale nie oznacza, że my mówimy TAK. To, że one dzwonią, to znaczy, że my czytamy tę historię i my wtedy mówimy… znaczy nawet już nie musimy mówić tego, tego samego dnia, bo mamy jakąś tam dobę, żeby przegadać, przemyśleć i powiedzieć, czy jesteśmy w stanie psychicznie jechać i dźwignąć historię człowieka, i się z nim po prostu poznać. Więc dla mnie to były moje dwie kreski. Taki przyjazd tam i karteczkę tego, co go spotkało. Na szczęście… myślę sobie, że nie miał łatwego początku, aczkolwiek patrząc na zarys historii, które dziewczyny nam pokazywały na szkoleniach, było super. Bo On jednak miał kogoś – mniej bądź bardziej – ale miał kogoś na kim mógł się oprzeć. Miał człowieka, dzięki któremu myślę też jest trochę taki, jaki jest. Z którym na pewno zawiązał jakąś fajną relację i myślę, że za którym czasami też tęskni. Bo On dopiero teraz o tym mówi. Więc pamięta Tego człowieka i Ten człowiek też dał mu bardzo dużo z siebie. Za co mu dziękuję, bo On potrzebował kogoś takiego, musiał mieć bezpieczną przystań. No to, </span><b>to było moje zdjęcie USG, czyli historia naszego syna</b><span style="font-weight: 400;"> i jego oczywiście takie fizyczne zdjęcie, bo również mogliśmy je zobaczyć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To było nasze takie zdjęcie USG, no i takie </span><b>nasze spotkanie pierwsze to dla mnie było, jak taki poród, kiedy się pierwszy raz widzisz</b><span style="font-weight: 400;">. Ja pamiętam dokładnie w co był ubrany, pamiętam każdy jego uśmiech. Pamiętam, jak do nas wybiegł. Wiedziałam, że kocha dinozaury, więc pojechaliśmy z dinozaurem oczywiście – z balonem z dinozaurem, ze wszystkim po prostu, co mogłam znaleźć takiego na już i książką. Z resztą i miś, i książka towarzyszą nam do dziś. Nie wiem, czy kojarzą mu się z tym pierwszym spotkaniem, bo On czasami ma teraz takie przebłyski typu na przykład nie wiem… mięso w Lidlu mu się kojarzy z tamtym domem na przykład albo jakieś słowo gdzieś coś usłyszy i nagle ma takie: </span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– O! A ja tam miałem pieska</span></i><span style="font-weight: 400;">. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc gdzieś po prostu takie historie, gdzie On je przeżywał wydaje mi się, że je wymazał z pamięci na czas takiego początku u nas, chyba tak dla bezpieczeństwa głowy (tak mi się przynajmniej wydaje), a teraz wracają. Czasami wracają na takim luzie, że po prostu okej odpowiadam na pytania, na które znam odpowiedź, a czasami walą w serce – tak po prostu do samego dna i powodują morze łez. Takie poczucie niesprawiedliwości, że jakby, dlaczego nie mogłam od początku Cię ochronić przed tym, co czujesz teraz, ale jak na swój wiek (ja wiem, że każdy uważa, że jego dziecko jest najcudowniejsze na świecie, ale uważam, że jak na swój wiek), jest mega mądrym człowiekiem. Naprawdę. Myślę, że historia jego też ukształtowała tę mądrość, ale on tak dużo wie, tak dużo rozumie, tak dużo przyjmuje i tak dużo przeżywa. Jest mega wrażliwy. Mega. Jego wzrusza albo załamuje w bajkach to, że na przykład Smerfetka została sama i ona jest teraz taka samotna, no i w ogóle, jak ona może być sama(?), więc ostatnio, było 20 minut płaczu i uspokajania, że na pewno ktoś ją znajdzie i na pewno ją uratuje. Więc naprawdę ma bardzo delikatne serduszko.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale dla wszystkich mam, które się zastanawiają nad tym momentem, to chcę tylko powiedzieć, że zapominasz, że w pewnym momencie siadam i zastanawiam się jak długo z nami mieszka, że jakby ja: </span><i><span style="font-weight: 400;">aha no tak, przecież on jest z nami od początku, jakby od samego początku swojego życia to go tutaj nie było.</span></i><span style="font-weight: 400;"> Czasami się pyta nas, gdy ogląda sobie na przykład stare zdjęcia i pyta: </span><i><span style="font-weight: 400;">byłem tu z wami już czy jeszcze nie?</span></i><span style="font-weight: 400;"> No nie, </span><i><span style="font-weight: 400;">a bo ja na przykład nie pamiętam, jak ciocia… </span></i><span style="font-weight: 400;">(nie, też nie będę używać imion)</span><i><span style="font-weight: 400;"> miała swoją córeczkę w brzuszku, ale pamiętam, jak druga ciocia miała swojego synka.</span></i><span style="font-weight: 400;"> Bo synek mojej przyjaciółki drugiej ma dopiero roczek, więc On jakby tutaj to pamięta. Pamięta cały ten proces i chyba to, że moja przyjaciółka była w tym momencie w ciąży, w którym On już z nami był, było też dla nas takim momentem, kiedy On zaczął się otwierać, kiedy zaczął się pytać: </span><i><span style="font-weight: 400;">a ty mnie nie miałaś brzuszku? A dlaczego ciocia jego ma? A dlaczego tamta ciocia miała swoją córeczkę? A dlaczego ta druga ciocia też miała swoją córeczkę</span></i><span style="font-weight: 400;">? I jakby na przykład widzi zdjęcia pod telewizorem (u mojej przyjaciółki stoi zdjęcie w ciąży, kiedy była ze swoją córeczką w ciąży) i też czasami pytał: </span><i><span style="font-weight: 400;">bo ciocia miała ją w brzuszku, a ty mnie nie miałaś, a dlaczego mnie nie miałaś? A czy twój brzuszek będzie tak zdrowy, że będziesz mogła mieć innego dzidziusia, żebym mógł mieć brata albo siostrę?</span></i><span style="font-weight: 400;"> Więc wiecie, że te tematy krążą i krążą, i myślę że gdyby był ciut młodszy, może nie ciut… dużo młodszy w momencie adopcji, to na pewno pytałby inaczej i myślę, że mniej by pamiętał i inne pytania, by nam zadawał. A tutaj, jednak… no tutaj, jednak Go interesuje jego historia i bardzo dobrze, i też to, co nam mówiły dziewczyny na szkoleniach, co jest bardzo ważne, żeby nie ukrywać tej historii, żeby nie wymyślać bajek, bo później z tych bajek nie wyjdziesz, bo się w nich pogubisz. Bo zapomnisz, co mówiłaś, bo zapomnisz, co wymyślałaś. A tak naprawdę wydaje mi się, że każdy ma prawo takiego, do znania swojej historii, no my go wzięliśmy… wzięliśmy… jak to brzmi. Zdecydowaliśmy się na ten krok, wiedząc, że jak kiedyś powie:</span><i><span style="font-weight: 400;"> chcę ich poznać, chcę sobie przypomnieć, chciałbym wiedzieć</span></i><span style="font-weight: 400;"> – no to będę miała takie: Ok, to pamiętasz, że mówiłam Ci to, to, to i to, a teraz pojedziemy do pewnych pań, dzięki którym z nami mieszkasz i poprosimy o kartkę, którą ja kiedyś przeczytałam z tatusiem i będziesz mógł dowiedzieć się wszystkiego, czego potrzebujesz się dowiedzieć. Bo tak naprawdę zmieniliśmy tylko nazwisko. Jest pełnoprawnym naszym synkiem, aczkolwiek był zbyt duży, żeby zmieniać mu imię, to już jest jego tożsamość, to nieważne, czy to imię było moim wymarzonym, czy nie. Drugie imię jest moim wymarzonym. Mogłam mu przy akcie nadać drugie wymarzone imię, więc drugie jest moim imieniem wymarzonym, aczkolwiek to pierwsze nie, bo to jest jego imię i On się z tym imieniem, jakby utożsamia.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Także trochę kręcę, trochę zawijam, ale tak jakby to, co mi przychodzi do głowy po prostu mówię. Więc to są takie momenty, które absolutnie pamiętasz, nie zapomina się tych chwil i czasami mam wrażenie, że zapomniałam, jak było przed, ale są chwile, kiedy mi się to “przed” przypomina, i to już jest inna historia. Tak, jak na początku próbowałam to powiedzieć, ale się rozpłakałam, to tak kiedyś usłyszałam, taki dość ładny cytat, </span><b><i>że piszesz kolejny rozdział swojego życia, więc napisz go tak, jakbyś chciała go kiedyś przeczytać</i></b><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p> </p> <p><b><i> </i></b><b><i>Uroki rodzicielstwa adopcyjnego – </i></b></p> <p><b><i>wszyscy jesteśmy tacy sami</i></b></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">No więc staramy się bardzo pisać ten rozdział tak, żebyśmy z dumą i z radością kiedyś usiedli i powspominali ale było fajnie i żeby On mógł też przejść kiedyś się powiedzieć: </span><i><span style="font-weight: 400;">ej fajne miałem z wami życie dzięki</span></i><span style="font-weight: 400;">. Chociaż czasami teraz to mówi, ale spokojnie, to nie jest tylko tak roztkliwijająco, bo awantury też nam strzela, jak każdy normalny dzieciak, więc żeby nie było, że my tylko tak się wzruszamy i w tej miłości się tak zatracamy, bo się zatracamy owszem ale mamy tak kompletnie, absolutnie normalne życie. Takie – nie ani usłane różami, ani bardzo ciężkie, bo to są momenty. Czasami siadamy i nam się po prostu chce wyć z bezsilności, czasami słuchamy tych pytań i chyba, nie umiejąc na nie odpowiedzieć mamy taki ból w środku, że ja nie umiem, ja nie wiem, co mam Ci w tym momencie powiedzieć. Bywało tak, że zaciskałam pięści i zagryzałam zęby i odpowiadałam, a później szłam i wyłam gdzieś żeby, nie widział. Ostatnio zadał mi takie ciężkie pytanie, a propos swojej mamy biologicznej, a ja niewiele o niej wiem i prowadziłam auto, i nie mogłam zacisnąć pięści, i udawać, że jest okej, tylko się po prostu rozpłakałam przed kierownicą. Prowadząc to auto, tu z Nim rozmawiam, tu te łzy po prostu mimo woli mi płynęły, i chyba nawet nie z żalu tylko z takiego przypomnienia, że ona zawsze będzie częścią naszej historii, że ja nie byłam ta pierwsza. On się mnie zapytał, czy może za nią tęsknić, że on jej nie pamięta, lecz mógłby za nią tęsknić, więc mówię no oczywiście, że byś mógł. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I było takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">dziękuję</span></i><span style="font-weight: 400;">,</span><i><span style="font-weight: 400;"> to troszkę tęsknię. </span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">I rozwaliło mnie to na kawałki, i zapytał się: </span><i><span style="font-weight: 400;">a dlaczego ty płaczesz?</span></i><span style="font-weight: 400;"> A ja mówię: </span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiesz co Misiu, płaczę, bo jest mi troszkę przykro, że tęsknisz za tą panią, a ja nie umiem Ci nic o niej powiedzieć i jest mi troszkę przykro, że nadal to nie ja mogłam Cię mieć w tym brzuszku.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc to było takie trochę rozwalające, ale takie też budujące, że no właśnie, później płynnie do tego przejdziemy, bo my o tym rozmawiamy. Ja po prostu potem Mu tylko przypomnę tę rozmowę: </span><i><span style="font-weight: 400;">słuchaj byłeś zainteresowany tym, pamiętałeś to, co chciałbyś jeszcze wiedzieć, bo może teraz będę umiała odpowiedzieć Ci na więcej pytań?</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">No to to są te takie chwile ciężkie rozwalające, są po prostu kapiące miłością, samym szczęściem, nie tylko i wyłącznie łzami wzruszenia. Ale jest życie. Jest takie życie jak masz Ty i każda inna biologiczna mama i czasami tak siadam, i mówię do mojej przyjaciółki: </span><i><span style="font-weight: 400;">Boże ja oszaleję, po prostu zwariuję. Co On robi – kolejną awanturę o nic</span></i><span style="font-weight: 400;">, (dla mnie o nic, dla niego pewnie o koniec świata) i słyszę po drugiej stronie:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– A</span><i><span style="font-weight: 400;">le ja mam to samo chodź na kawę.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;"> Bo jestem normalną mamą, jestem mamą, która jest zmęczona. Jestem mamą, która… ja się nie mierzę z takim uczuciem: </span><i><span style="font-weight: 400;">o Boże, nie ja nie mogę mu czegoś tam powiedzieć, nie mogę na niego nakrzyczeć, nie mogę dać mu kary, nie mogę po prostu nie wiem powiedzieć – ej koniec cisza stop, bo jest dzieckiem, które ma swoją historię</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie On jest moim synem, jak mnie zdenerwuje to mnie denerwuje, jak odwala to odwala, jak powinien się uspokoić, to to się uspokaja, także tutaj, jesteśmy normalne drogie mamy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Drogie mamy, które się zastanawiacie nad tym, jak będzie wyglądało Wasze życie. Będzie dopełnione, będzie piękne, będzie ociekające miłością, ale będzie też trudne i takie normalne, więc </span><b>jak Wasze przyjaciółki mają dzieci z brzuszka, a nie z serduszka to będziecie mieć takie same problemy.</b><span style="font-weight: 400;"> W pewnym momencie będziecie mieli bunt pięciolatka, awanturę, że nie taką bluzkę mi naszykowałaś do przedszkola i ja w ogóle nigdzie nie idę cześć pa. Tak dokładnie (Zosiu) – tak kiwasz głową, tak znasz to. Także to wszystko jest normalnym życiem, częścią życia normalną. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I chyba najbardziej, co mnie wzrusza w tym wszystkim, to jest relacją, jaką nawiązał z Jackiem, moim mężem. Jakby tutaj, to jest po prostu kosmos, bo On w ogóle od początku wolał facetów, On chyba bardziej im ufa i chyba jest taki bardziej do nich otwarty, przywiązany. Jasne są ukochane babcie, ale też jest dziadziuś, jest mój brat, który jest po prostu guru wszystkiego. Absolutnie, jakby – jak już On powie to jest świętość i w ogóle On pozwala mu na wszystko, na wdrapywanie się na drzewa też. Są też dwie ciocie, które dały mu przestrzeń, które były ze mną od początku do końca, właściwie od początku walki do momentu póki nasz syn nie pojawił się w domu i One dały mu przestrzeń. On wszedł do tej ekipy, do tej rodziny i One pozwoliły mu wejść na jego zasadach, czyli to On zdecydował, kiedy przybije im piątkę, kiedy będzie gotowy się przytulić, kiedy będzie gotowy usiąść na kolanach, i po prostu to były takie dobre ciocie z tyłu i czekały. I są ulubionymi ciociami, bo On poczuł, że może wejść taki, jaki jest, że nie musi nic robić na siłę, że nie musi zabiegać o jakiekolwiek względy, bo był traktowany tak, jakby był traktowany, jakby wszedł jako bobas. Więc One zrobiły mu takie piękne wejście, i myślę, że też jest Im za to wdzięczny, i bardzo często o nich mówi. Lubi spędzać z nimi czas, więc wydaje mi się, że tutaj to też było dla nas ważne, żeby bo wiesz… to tak jak się zapytałyście jak społeczeństwo (zareagowało) i nasza najbliższa ekipa. Nie wszyscy weszli z takim… może nie pozytywnym nastawieniem, ale takim zrozumieniem i każdy ma prawo tego nie rozumieć, bo to jest nasza decyzja i nasza droga, a nie każdy musi robić wokół tego „wielkie hura, ja super, super”. Nie. Nie rozumiesz tego, nie do końca… to może nie chcę powiedzieć akceptujesz, bo nie poczułam, że to nie było zaakceptowane, ale takie:</span><i><span style="font-weight: 400;"> </span></i></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">Czy wy jesteście pewni? Ale tak na 100%? Wiecie, bo to jest jednak, to jest jednak nie wasze dziecko</span></i><span style="font-weight: 400;">!</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To było chyba takie przykre, ale później powiedziałam: słuchaj, to nie uczestnicz w tym. Nie musisz w tym być. To ty mi pokażesz, jak jesteś dorosła, jak dużo sama dźwigniesz. No po czasie okazało się, że świetnie sobie z tym poradziła ta osoba, ale miała dużo wątpliwości. Chyba dużo więcej niż my i chyba… i chyba to rozumiem. Znaczy „nie chyba”. Rozumiem to, bo ja nie miałam wątpliwości. To jest tak, jak my przeczytaliśmy całą jego historię i no dziewczyny wyszły, żebyśmy mogli dosłownie na gorąco coś tam przegadać no i one wyszły. My zostaliśmy z tym zdjęciem z tą kartką popatrzyliśmy się na siebie i było takie: TAK. To było takie, tak oczywiste, tak ja chcę, więc zapytałam:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;"> ale Ty jesteś taki pewien, czy to mówisz dlatego, że ja chcę to usłyszeć, czy rzeczywiście?</span></i></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Tak, ja to czuję. Ja to chcę, ja chcę jak najbardziej.</span></i><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc One weszły. No to co do jutra się zdzwaniamy mówimy:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Nie. My chcemy już iść. My wiemy dziś.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Pamiętam która była godzina, pamiętam jaki był dzień tygodnia, po prostu pamiętam datę. Wszystko pamiętam i powiedzieliśmy, że my byśmy bardzo chcieli, tylko jak najszybciej się da. No to chyba umówiliśmy się dosłownie za 3 dni później i mieliśmy blisko, więc mogliśmy jeździć do niego właściwie codziennie, bądź co drugi dzień. Wszystko to, co było najtrudniejsze w tym czasie to było to, że musieliśmy Go odwozić i zostawiać, bo i tak my wracamy w pandemii. My jedziemy razem do tego domu, On tam zostaje i nie zostaje sam fizycznie, ale zostaje sam – zostaje bez nas. Bardzo szybko się przywiązał. Bardzo szybko i chyba najbardziej pękały serca, jak ze łzami w oczach musieliśmy Go po prostu zostawiać. Na szczęście nie trwało to długo, bo historie naszych znajomych właśnie z ośrodka, no były dużo cięższe i tak naprawdę emocjonalnie, i chyba tak też czasowo, a u nas poszło bardzo szybko. Trochę też z uwagi na osoby, które do tej pory sprawowały nad nim opiekę, ale może tak miało być.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">I właśnie dzięki temu to było takie pstryk, więc jak ja poszłam po tych wakacjach do pracy na 3 tygodnie. Pani dyrektor (w pracy) usłyszała, że: </span><i><span style="font-weight: 400;">to cześć widzimy się za rok</span></i><span style="font-weight: 400;">,</span><i><span style="font-weight: 400;"> bo ja znikam.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">One… no wiedziały, że my się staramy, ale to już trwało ze dwa lata. Więc jakby nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy ten telefon zadzwoni, Ona wiedziała, że my skończyliśmy kurs, że czekamy na ten telefon, ale przecież nikt mi nie powie, kiedy to będzie. A należał nam się normalnie pełny roczny macierzyński. Więc zniknęłam na rok. Wróciłam już do pracy. To też była nowa rzeczywistość i szczerze mówiąc, to na pewno jest zupełnie inny rok niż z takim bobaskiem. Słodziutkim. Ale to był taki rok właśnie zawiązywania więzi, poznawania się, bycia 24 na dobę i takiego turbo zmęczenia psychicznego. Takiego, że ja po prostu ja wiem, że ja sobie dużo nakładłam do głowy, i to chyba </span><b>złota rada, nie nakładajcie sobie do głowy nadmiaru</b><span style="font-weight: 400;">, ale tego się nie da nie zrobić. Po prostu no nie da się. I wiem, że wy jako mamy takie biologiczne też sobie za dużo nakładacie… tak, prawda? No dokładnie, no jakby nie ma opcji, żeby nie wymagać od siebie za dużo. I dopiero po tych dwóch latach uczę się tego, że przecież jakby: halo nie jesteś żadną heroską – jesteś człowiekiem. Masz prawo się zmęczyć. Masz prawo powiedzieć:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– E</span><i><span style="font-weight: 400;">j mam dość, muszę usiąść w ciszy. Masz prawo wyjść na spacer i po prostu nie mieć wyrzutów sumienia, że przecież zostawiasz tego rozdyganego małego człowieka, bo się na coś zdenerwował, nie potrafi się uspokoić, przecież zostawiam go z tatą. Nie zostawiam go samego. Halo! Ja też potrzebuję złapać wentyl jakiś</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc no pod tym względem jesteśmy absolutnie normalnymi ludźmi. I po tym roku takiego piękna mieszającego się z trudem, wróciłam do pracy, i to było chyba też takie najlepsze dla nas, że każdy znalazł swoją taką cząsteczkę w rzeczywistości, czyli On ma swoje przedszkole, ulubionych kolegów, ciocie, ja wróciłam do pracy i poczułam, że znowu, jakby mam sprawczość zawodową i lubię to bardzo. No i mój mąż, który cały czas był w pracy, ale odkryliśmy w międzyczasie, że On ma takie prawo do kilku dobrych tygodni takiego właśnie bycia z nami. Więc cały magiczny pierwszy grudzień był z nami. Bo ten grudzień jest taki magiczny. Czeka się bardziej na dwie kreski, w tym grudniu czeka się bardziej na tego bobasa i te magiczne życzenia dotykają bardziej i dobrze wiemy, bo niejeden podcast o tym już nagrałyście, że to jest po prostu najcięższy czas w roku. On wreszcie mógł być najpiękniejszy. Mogliśmy być we trójkę. I tak 24 godziny na dobę. Więc ten pierwszy grudzień był taki nasz kompletnie od pierwszego do ostatniego dnia grudnia. Więc tutaj była taka magia.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Taka magia, na którą czekaliśmy 8 lat. Więc zadziała się ta magia: pierwsze pieczenie pierniczków, ubieranie choinki – same wzrusze. Tutaj to było piękne. I pierwsza wigilia. To chyba były też pierwsze święta, na które czekali też moi rodzice. I dziadkowie, którzy jeszcze mają okazję Go poznać. Mają prawnuczka. To też było takie, że ja miałam radość w sobie, że ja mogłam Im to dać. Oprócz tego, że oczywiście to jest nasza historia. Nasza część życia, to ja mogłam dać to Im. Ja widziałam, że Oni tak bardzo na to czekają. Wiadomo – nikt nie wie, kiedy Ci rodzice odejdą z tego świata i oby odchodzili jak najpóźniej, przecież nie masz tej pewności, że zdążysz, że Oni poznają Twoje dziecko.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Na szczęście są. Na szczęście cieszą się tym po prostu niesamowicie, ale bywały dni, kiedy z tyłu miałam głowy:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– </span><i><span style="font-weight: 400;">Boże, a jak ja nie zdążę, przecież Oni czekają tak bardzo, jak ja. Co jeśli nie zdążę? Co jeśli kogoś takiego turbo bliskiego mi zabraknie, a nie zdążę podzielić ze mną tego szczęścia?</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc to były pierwsze takie święta, kiedy ja miałam takie: ZDĄŻYLI!</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I moja babcia i mój dziadek i Oni jeszcze są i Oni się nim jeszcze cieszą, więc to jest takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">Łoooooł, udało się. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc jeśli któraś para gdzieś w środku czuje, że to jest…, to może być ich droga, to przede wszystkim musicie być tego w 100% pewni. Oboje. Tu nikt nie może nikogo namawiać. Tu nikt nie może nikogo przekonywać. Tu nikt nie może powiedzieć:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> </span><i><span style="font-weight: 400;">słuchaj, bo może to jednak nie jest dobry pomysł, bo to nie wyjdzie. To nie wypali.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tutaj musi być takie 100%. Moje 100%. Twoje 100%. Bo nas też zaskakuje wiele rzeczy, to, że my byliśmy narażeni na najgorsze historie na zajęciach, to że my tak dużo rzeczy słyszeliśmy, to wcale nie oznaczało, że my teraz na lajcie (lekko) podchodzimy do tych naszych historii, bo jest ciężko. Nie. To trzeba wiedzieć, że trzeba się mierzyć z różnymi ciężkimi rzeczami i różnymi ciężkimi tekstami. Jak każdy rodzic w takiej furii dziecka usłyszy: </span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Ej nie lubię cię, nie kocham cię, nie jest fajnie, że jesteś moją mamą. </span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">To nas to boli troszeczkę inaczej. No bo… halo… Jak kiedyś będziesz nastolatkiem i mi wykrzyczysz w buncie nastoletnim:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> </span><i><span style="font-weight: 400;">nie jesteś moją mamą</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> To może dotknie mnie to troszkę bardziej niż taką mamę, która rzeczywiście fizycznie urodziła swoje dziecko.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc z tym wszystkim trzeba się mierzyć i myślę, że trzeba być takim naprawdę w 100% pewnym. Nie miałam wątpliwości, ja naprawdę nie miałam wątpliwości. I w takich momentach jego krzyku, nie miałam takiego czegoś:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> </span><i><span style="font-weight: 400;">Boże, po co ja to zrobiłam.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tylko miałam bardziej takie:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">Boże, to będzie jednak takie naprawdę ciężkie. Wiedziałaś to, ale jednak czujesz, że to jest ciężkie.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc wydaje mi się, że namawianie męża, albo namawianie żony, bo to nie zawsze musi być tylko sugestia ze strony kobiety, na to, żeby iść tą drogą – nie ma sensu, jeśli ta druga osoba tego nie czuje. Tak samo jak wiesz – nie wszyscy chcą mieć dzieci. No umówmy się – nie wszyscy muszą mieć dzieci. Przecież nikt nikogo nie zmusi do tego, żeby założył rodzinę w której są dzieci. Są osoby, które marzą o tym całe życie i zrobią wszystko, żeby te dzieci mieć. Ale są osoby, które nie czują tego. I myślę sobie, że lepiej, żeby ich nie mieli, jeśli są świadomi tego, że nie będą na to gotowi, niż mieli je na siłę, bo świat albo społeczeństwo od nich tego oczekuje. Myślę sobie, że takie “100% chcę to zrobić”. Z takim założeniem, że OK, mogę mieć chwilę zwątpienia, no ale czy biologiczni rodzice czasami też nie mają takiego:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– </span><i><span style="font-weight: 400;">Boże, co tu się w ogóle wydarzyło w tym naszym życiu. Kiedy było mi źle, w tych książkach, czytaniu w spokoju i piciu ciepłej kawy?</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wydaje mi się, bo mam przyjaciółki, które też mają dzieci zdrowe, normalne, dokazujące, więc wiem, że to, że ja tak czasami odczuwam, nie świadczy o tym, że jestem jakimś złym człowiekiem albo mamą, która nie powinna nią być. Absolutnie. To też mi dużo dało, te moje przyjaciółki, które tak stawały i mówiły:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Halo, ja też się tak czuję, ogarnij się, to jest normalne!</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Czasami ten kopniak w przysłowiowe cztery literki był potrzebny, do tego, żeby się otrząsnąć i sama moja przyjaciółka wie, że te kilometrowe wiadomości, albo te godziny wykrzyczane i wypłakane przez telefon były na wagę złota. I myślę, że Ona jest świadoma tego, że dzięki jej wsparciu tak naprawdę (dałam radę), i największemu wsparciu mojej mamy, i chylę jej czoła. To jest taki mój dobry anioł, który stoi dosłownie tutaj z tyłu za plecami i za każdym razem wiem, że jak po prostu jest jakiś taki moment dramy, to jest pierwszy telefon mama albo ta moja przyjaciółka. Więc swoją drogą – nasze dzieciaki są w bardzo podobnym wieku i się bardzo uwielbiają. Mimo różnicy płci się naprawdę uwielbiają.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Druga przyjaciółka urodziła synka, więc tu jest takie wielkie zaskoczenie, bo jest taki malutki, taki słodziutki, ma roczek – już zaraz będzie tu biegał, ale nadal mój syn jest taki zachwycony nim strasznie. Ma też kuzynów, którzy są w bardzo podobnym wieku, więc On się, tak jakby wstrzelił idealnie wiekowo, datowo – no tak miało być. Gdyby był bobasem, to byłby dużo młodszy od wszystkich tutaj naszych ekipowych dzieciaków. A On jest właściwie w identycznym wieku, no ich różni, czasem pół roku, czasami rok. Także jest to idealny wiek.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;"> Ja sobie kiedyś powiedziałam, że ja do trzydziestki, po prostu do trzydziestki muszę zajść w ciążę. To musi być ten magiczny rok 2020 i ja po prostu tu muszę być w tej ciąży, bo to jest jakby taki koniec. Trzydziestka i koniec. Zresztą Ty wiesz, 30-tka mi się kojarzą te Twoje baloniki i 30-tka jest to taka meta. I ups. I 2020 rok się skończył. No i ups. I skończył się 2021 i ups…</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> I było takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">ej, nie zdążyłaś. Koniec.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">To marzenia wtedy tak prysły i myślałam, że to koniec.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">I co się okazało… MOJE DZIECKO, URODZIŁO SIĘ W 2020 ROKU. </span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Pamiętam, że robiliśmy swoją wspólną 30-tkę, tak jakby pomiędzy moją a Jacka. On kwiecień, ja październik – więc tutaj był taki moment, że my w wakacje sobie zrobiliśmy. A nasze dziecko urodziło się 25 sierpnia. A w sierpniu robiliśmy 30-tkę. I dmucham te świeczki, i myślę: </span><i><span style="font-weight: 400;">masz jeszcze kilka miesięcy – zdążysz. Na 2020 zdążysz</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> I On się urodził właściwie w momencie, gdy my świętowaliśmy i dmuchaliśmy świeczki “masz zdążyć”.</span></p> <p> </p> <p><b>Więc powiedz mi, że wszechświat nie ma swojego fantastycznego planu, który jest inny niż Twój – no ma. Ja się tego trzymam</b><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja wierzę, że ktoś na górze gdzieś już sobie ten plan zapisał dużo wcześniej, niż ja sobie go wymyśliłam. Tak pewnie siedział sobie tam – i myślał, i stukał się w głowę, i mówi:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">dobra weź Paulina, ja wiem, co robię. Ja wiem po prostu, ty tylko ogarnij, ty tylko zaufaj. Daj tutaj swoją przestrzeń, żebym ja mógł podziałać. Bo ciągle mi wchodzisz w drogę.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">To też był taki sprawdzian wiary mojej, jak już tak jestem przy tym temacie, to to był sprawdzian mojej wiary, bo obydwoje z mężem, no tacy jesteśmy wydaje mi się wierzący. Z praktyką bywa różnie, ale dzięki kuzynce mojego męża trafiłam na świetnego księdza. Po prostu takiego wiesz – najpierw człowieka, a później człowieka, który jakby ma swoją konkretną posługę. On udzielał też chrztu naszemu dziecku. Jest taką częścią też naszej historii, bo to On powiedział… pamiętam, jak postawił przed nami taką… nawet nie chusteczki, tylko postawił przede mną rolkę ręcznika papierowego, jak mówiłam, że:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiesz, że będę wyć</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> odpowiadał:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiem, smarkaj.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">I po prostu wylałam wszystko, co mogłam, to była taka terapia dla mnie, tylko wiesz, nie u psychologa, tylko u księdza. Ja tam krzyczałam:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– </span><i><span style="font-weight: 400;">Co ten Bóg sobie wymyślił, ileż można Go prosić, ileż można się modlić. Halo, On nie słucha. I w ogóle nara i nie będę chodzić do kościoła, bo po co mi to jest – nie słuchasz mnie to cześć</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc się obraziłam, tupnęłam nóżką, odwróciłam się plecami i powiedziałam, że w ogóle – no to sie masz. No i teraz za to “sie masz” mogę dziękować, bo On jakby miał magiczny plan na to wszystko, więc dobrze, że tak zrobił. Myślę, że z czasem się widzi takie rzeczy, w konkretnym kulminacyjnym punkcie masz bunt na wszystko i na wszystkich.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Na przykład nigdy nie miałam takiego momentu, że irytowały mnie osoby, które są wokół mnie w ciąży, ale strasznie mnie bolało. Ja pamiętam absolutnie każdą informację o ciąży, czy to było 9 lat temu, czy 4. Chyba najłatwiej przyjęłam informację o tej ostatniej ciąży, mojej przyjaciółki, gdzie ten mały człowiek ma już roczek. I to Ona też mi powiedziała:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiesz, jak ja się cieszę, że ja jestem w ciąży wtedy, kiedy jest już Twój syn z Wami, bo ja się tak bałam o tym powiedzieć, a teraz mówię tak z taką radością, z taką ulgą. Bo jesteś już po tej stronie macierzyństwa i fajnie, że w tym momencie jestem ja (w ciąży).</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Chociaż pytała też, czy nie boli mnie fakt rosnącego jej brzuszka. W ogóle nie. Ja chyba tę jedną, jedyną ostatnią ciążę przeżywałam już z takim… nie chcę powiedzieć, że tamtych nie przeżywałam z radością, bo je się cieszyłam z dziewczynami. Ja wiedziałam, że każdy czeka i wszyscy, którzy chcą, to mają… Mam takie marzenie, że jeśli chcesz, żeby Twoje marzenie się spełniło, no to niech ono się spełnia. Super, że się spełnia. Ja trzymałam kciuki, żeby te dzieciaki były zdrowe, żeby wszystko było ok.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale to bolało.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">I wiesz doskonale, co czuję, bo to tak bolało. Każde zdjęcie USG, ja pamiętam, co robiłam w konkretnym momencie, konkretnej informacji. To było takie, że nie czułam tam buntu, ale czułam tam taki żal, że w ogóle fajnie, że Ci się udało, trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki, niech wszystko było ok. Tylko dlaczego znowu nie ja. Halo!</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I wiesz, to były takie ciąże, gdzie nikt nie musiał walczyć: a idę zrobić sobie dziecko. I bach. Dzień dobry, następny cykl – ja jestem w ciąży. Tutaj będziesz ciocią.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jak to się dzieje w ogóle. To jest takie niesprawiedliwe. Ja wtedy miałam takie myśli – świat jest niesprawiedliwy i Boże widzisz to? Widzisz znowu. Ona nie chciała… znaczy chciała, ale nie musiała postarać. Jakby po prostu jej to przyszło. No nie jej wina, że mi nie przyszło, ale jednak ból gdzieś towarzyszył. Więc bunt też był oczywiście ogromny.</span></p> <p> </p> <p><b> A teraz jest już po prostu Żyćko</b><span style="font-weight: 400;">. </span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">I myślę, że to żyćko już jest takie… wydawało mi się, że będzie mi się łatwiej podzielić tym, bo to jednak dwa lata już minęły. A to jednak tylko dwa lata. I chyba takie wracanie do początków nie boli mnie już tak. Na przykład mówię o tych ciążach i mam przed oczami takie obrazy, że dobra tu było tak, tu było tak. Od niej dowiedziałam się w taki sposób, a od innej tak. Od jednej przyjaciółki dowiedziałam się listownie – po prostu. Wręczyła mi kopertę, bo nie umiała mi tego powiedzieć prosto w twarz i to była ta, która się z Wami podzieliła swoim testem ciążowym – była na jednej Instastorce? Ona mi wtedy tego nie powiedziała i absolutnie na tym zdjęciu, nie mogłam się w ogóle domyślić, że to mogła być Ona. Ale miałam takie: o ja, to chyba jest Ona? I przepikiwałam sobię cały czas tę Waszą storkę… i mówię: to jest chyba Ona. No ale przecież mi o tym nie powiedziała, przecież by mi powiedziała. Halo. Jakby staramy się razem. No i nie umiała. Dała mi list.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc wszystkie te momenty pamiętam. I zastanawiam się, który był najtrudniejszy i chyba ten był jednym z takich, który mocno mi się wyryły w pamięci, bo to była taka równa walka. Szliśmy razem. Te dwie pary. I nam się nie udało, a im się udało. Więc to pamiętam doskonale. Jej córa jest zdrową sześciolatką, równie szaloną jak jej mam i z zakręconymi włosami. Aczkolwiek wszystkie momenty pamiętam i wszystkie się wyryły, ale jak teraz o tym mówię, to myślałam, że gdzieś jeszcze mnie to w środku dotyka, ale chyba już nie. Chyba to jest takie czyste wspomnienia, że to było, że to jest też część naszej historii i super, że te dzieciaki są. I super, że te mamy mogą się cieszyć z bycia mamą. I super, że noszą te same problemy, co ja i słuchają tych buntów.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Fajnie, że mogłam wejść wreszcie w ich historię. Fajnie, że mogłam być taką częścią… wiesz, fajnie jest być “ciocią na medal”. Super jest być ciocią i w ogóle fajnie jest rozpieszczać te dzieciaki, spędzać z nimi czas. W tych wózeczkach, te spacery, to jest super. I cieszyłam się tym całą sobą, w każdym momencie w którym rzeczywiście, gdy byłam na spacerach i spędzałam z nimi czas. Ale zamykają się ich drzwi, wsiadasz do auta i jest takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">kuźwa, ja też tak chcę. Dlaczego jestem tylko ciocią.</span></i></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">To teraz mam.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Co prawda, gdzieś w środku mam takie… znaczy ja się nabyłam w tych wózeczkach, w tych kółeczkach, w towarzyszeniu im jako ciocia. Jak to moja przyjaciółka mówi:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiesz, ominęła Cię ta orka, tego wszystkiego, wiesz tych ząbków, tego płaczu, tych kupek, tego wszystkiego…</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">I niby fajnie, że mnie ominęła, że mnie ta orka ominęła, jakby tutaj – nie jestem tym zmęczona. Wiem, że moja orka (w cudzysłowie oczywiście) jest trochę na innym pułapie i poziomie, ale czasami tak sobie siadam i mam takie: j</span><i><span style="font-weight: 400;">acie, ja nie widziałam, jak Ci rosną pierwsze zęby. Kurdę, ja Ci nie przewijałam pampersów. Ja nie nosiłam takiego bobaska.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">On teraz czasami chce, żeby Go nosić. Ale już jest ciężki, to nie da się już tak, jak bobasa położyć. Więc nosimy – i nie ma, że nie noś, bo przyzwyczaisz. Po prostu nosimy, bo On tego potrzebuje, ale wiesz tak – ponoszę, ponoszę i muszę usiąść. No to Cię po przytulam na siedząco, chodź tutaj. Jest czasami takie kłucie w sercu – ten Twój pierwszy krzyk, te Twoje płacze w nocy… Ja wiem, że każdy rodzic, no może nie wspomina tego jakoś rewelacyjnie, bo to jest pewnie turbo zmęczenie, ale jest takie trochę uczucie, że zostało mi to odebrane, a właściwie nie…, nie było mi to dane. Nie było mi to dane, że pierwszych kroczków nie widziałam, no nie wiem… wiesz, wszystko takie, co Wy możecie sobie wspomnieć, a ja tego nigdy tego nie wspomnę. Nie opowiem Mu o tym. No i najgorsze jest chyba też to, że On nie ma… żyjemy w XXI wieku, wszyscy mają filmiki, zdjęcia, a my tego nie mamy.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I On często o to wypytuje:</span><i><span style="font-weight: 400;"> zobacz, ciocia ma takie malutkie zdjęcia swojej córeczki, a ty masz moje jakieś stare?</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc tak naprawdę jakieś pierwsze filmiki, nagrania to są z takich pierwszych dni i czasu kiedy u nas był. Pierwsze nasze spotkanie, my oczywiście wszystko to fotografowaliśmy i nagrywaliśmy, bo chciałam, żeby to było taką podstawą do części jego historii, i czymś, na czym się będę mogła podeprzeć, żeby mógł sobie to zobaczyć. Jest kilka filmików, które Go turbo śmieszą, bo był jeszcze takim…</span><i><span style="font-weight: 400;">:to nie, to nie, daj – nie, noś</span></i><span style="font-weight: 400;">… wszystko takie, co jest typowo dziecięce. I On się z tego śmieje. On się cieszy, że może to obejrzeć. Czasami sam prosi: pokaż mi jak byłem mały. Ale czasami pyta, czy mam takie zdjęcia jak był małym bobaskiem. A ja nie mam skąd Go mieć. Więc tego po prostu pokazać mu nie mogę, więc to też jest takie czasami przygnębiające. Szkoda, że nie mogę Ci tego pokazać. Nie mogę tego opowiedzieć, nie mogę tego wspomnieć, ale no mówię bardziej w swoim imieniu, ale wydaje mi się, że mój mąż ma bardzo podobne do tego podejście. Czasami o tym po prostu siadamy oboje i przegadujemy. Więc ciężko mi o tym powiedzieć z perspektywy faceta ale </span><b>uwierzcie kobiety, że facet przeżywa to równie mocno.</b><span style="font-weight: 400;"> Myślę, że tak samo jak walkę o dziecko. No nie? Doskonale o tym wiecie, że Wasi mężowie byli z Wami mocno, i wydaje mi się, że też warto o nich mówić, i o nich pamiętać. To jest ten filar, przynajmniej ja mam taki filar w postaci mojego męża. Ja mu tak wielokrotnie powiedziałam, że… wiesz, gdyby nie Ty, to ja bym się tak rozsypała, że po prostu koniec. To jest taka tarcza, nawet teraz:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– </span><i><span style="font-weight: 400;">Eej, On Ci nie da tego nagrać, wezmę go na rower.</span></i><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jakby to jest tak oczywiste, że On jest w tym wszystkim, że On towarzyszy, że spędza z nami czas, że to nie jest, że Mu bardzo dziękuję – bo On jest pełnoprawnym rodzicem. Ale jest takim filarem i taką, jak ja Go nazywam – oazą spokoju i moja mama mówi:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Proszę bardzo. Twoje dziecko, jest kopią Ciebie z dzieciństwa. A masz! Bo ty się wiecznie darłaś, że byłaś taka, że ciebie wszędzie było pełno. Wiesz kiedy przestawałaś mówić? Jak spałaś. I On jest identyczny.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Musiał się z Tobą przywitać, po prostu pomachać, powiedzieć cześć. W ogóle nie odpuściłby. No i mama się zawsze śmieje, że jak Ona Go widzi, to Ona ma mnie przed oczami sprzed 30 lat, że to jest po prostu kopiuj-wklej. Kopiuj-wklej masz po prostu swój taki mini charakterek biegający. Więc najczęściej my się trzemy. Wiesz – ja mam swoją siłę – Ty masz swoją. Z samą sobą walczę czasami. A On jest taką naszą oazą spokoju. On jest taki racjonalny, On jest taki:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Dobra weź, już odpuść. Już sobie usiądź. Dobra, ja w ogóle ja się w to nie wczuwam, daj mu niech sobie pokrzyczy.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja się czasami zastanawiam, jak On ze mną wytrzymuje, serio. Do tego wszystkiego mamy psa, o dziwo śpi (obym nie zapeszyła), bo ona ma charakter mój i mojego syn, więc po prostu wiesz – turbo rozdarta i wszędzie jest jej pełno. I On. Jeden. Z całej czwórki domowników jest taki spokojny. Chociaż On też się potrafi wkurzyć (żeby nie było, że On jest takim aniołem chodzącym – bez przesady:)), ale myślę, że gdyby też nie On, to dużo z tych rzeczy też się nie miałoby prawa wydarzyć. Bo jednak… super jest mieć wsparcie w mamie, w rodzicach, w rodzeństwie. Świetnie jest mieć najlepsze przyjaciółki świata, które Cię zawsze wspierają, ale jednak, ta historia zamyka się w czterech ścianach domu i tak naprawdę ona tam się toczy najbardziej. I wydaje mi się, że </span><b>jeśli nie masz takiego poczucia, że masz kogoś, kto jest 100% za tobą, to czasami jest ciężko</b><span style="font-weight: 400;">. Myślę, że nie tylko w tej kwestii, bo w kwestii każdej życiowej. W kwestii walki. W kwestii leczenia. W kwestii wszystkich lekarzy, badań – wszystkiego. Bo jak nie masz filaru – to leżysz po prostu i czasami ciężko Ci się podnieść. Mnie też ciężko było się podnieść, ale miał jakby kto z tej podłogi podnosić, z tej rozpaczy. Teraz też jest świetną opcją wsparcia w tym życiu, życiu po adopcji.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> I czy się zmieniło (życie)?</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Zmieniło się. Jest pełne. Jest pełne łez wzruszenia i chaosu też, ale jest pełne. Więc na ten chaos też człowiek czekał, więc jakby w ogóle – o co ci chodzi, przecież Ty tego chciałaś. Ten chaos jest wpisany w Żyćko.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">No więc tak, zmieniło się. Zmieniło się, ale czy tak diametralnie? Ja naprawdę czasem mam wrażenie, że ja nie pamiętam czasu przed. To są naprawdę tylko dwa lata, a ja po prostu, sięgając pamięcią… ok, przecież ja wiem, co się działo w naszym życiu, ale czasami tak się pytam:</span><i><span style="font-weight: 400;"> </span></i></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Ej, też masz tak, że Ty się czasami zastanawiasz, ile On z nami mieszka, że zapominasz absolutnie, że On nie jest z nami od początku.</span></i></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Tak, bardzo często.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to nie jest tak, że my siadamy i codziennie pamiętamy – tak, dzień dobry nasz adoptowany synku, jakby witamy Cię po raz kolejny w naszym… Nie. Absolutnie. Zbudzisz się, Boże jest wpół do siódmej, idź do siebie jeszcze na 5 minut. Chociaż teraz to wpół do siódmej jest rewelacyjnie, kiedyś to była 5:30, albo 6:00 i jakby, idź spać synu, masz jeszcze 4 lata, 5 za chwilę – ogarnij spanko. Ale jak śpi do 8:15 to sprawdzam, czy oddycha, bo to jest nienaturalne.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc mówię, mam absolutnie normalne życie.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc drodzy ludzie, którzy czujecie, że wyczerpaliście swoją drogę w staraniu się o dzidziusia w sposób naturalny, bądź w sposób, który medycyna oferuje, albo po prostu medycyna i wszystko inne mówi: przepraszam, ale tu nic się nie da więcej zrobić i macie z tyłu głowy lampeczkę – może by jednak pomyśleć o adopcji? To usiądźcie przy dobrej ciepłej kawce. Przy ciachu, legalnym, żeby nie było – z przepisów Akademii;). I sobie przegadajcie. Nie wiem, może rozpiszcie wszystkie za i przeciw. To na ile jesteście gotowi. Pomyślcie też o tym, kto fajnie by było, żeby Was wsparł. Taki ktoś, kto po prostu będzie z tyłu. Do kogo będziecie mogli wyjść, zadzwonić, pogadać. Naprawdę, to wsparcie jest nieocenione. Ja sobie myślę, że Ci wszyscy ludzie, którzy są za nami, czasami sobie nie zdają sprawy, jak bardzo cenni są. Bo naprawdę, to, że My jesteśmy dla siebie turbowsparciem, to, myślę, że my też czasami potrzebujemy tego wyjścia na zewnątrz, i tego pogadania o tych domowych takich problemach. Bo my nie jesteśmy ludźmi bezproblemowymi, my nie mamy takiej bańki miłości. Mimo tego, że jesteśmy dla siebie takim turbowsparciem i kochamy się nad życie. Ja sobie nie wyobrażam żyć bez mojego męża. Absolutnie!</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">(Mam nadzieję, że On beze mnie też nie).</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale potrzebujesz tego wentylu wyjścia z czterech ścian, z tej chałupki, gdzie toczy się normalne życie i są normalne problemy. Wszyscy mamy je podobne bądź zbliżone.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I ci ludzie, to jest taka po prostu Twoja baza, taka – ej, wychodzę, mam Ciebie, mogę zadzwonić. Przecież moja przyjaciółka już tam przebiera nóżkami i czeka, aż jej napiszę, że już skończyłyśmy nagrywać. Ona się tak jarała, że wczoraj już:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– </span><i><span style="font-weight: 400;">Ej, stresujesz się, czy się jarasz, bo ja się tak jaram i będę mogła dziś posłuchać.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc to jest takie fajne. Oprócz tego, że towarzyszysz mi w tych takich ciężkich momentach, to jarasz się ze mną tym. Bo ja się teraz już w ogóle opowiadam, tu sobie trochę popłaczę. Widzę Ciebie (Zosiu), widzę Twoje reakcję, Twój uśmiech i to kiwanie głową – tak, też, jestem mamą, to teraz już czuję taki luz.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale jak się zgodziłam, to miałam takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">ej, co ty w ogóle robisz, skręt żołądka będzie nie z tej ziemi ze stresu</span></i><span style="font-weight: 400;">, a wczoraj już miałam takie mrowienie i mówię: </span><i><span style="font-weight: 400;">ale będzie fajnie, ja cię kręce, będę w internetach.</span></i></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">I to jest takie zataczanie kółeczka o tych magicznych koniczynkach, które zrywałyście i które wysłałyście, i przysięgam Ci, że ja byłam turbo-wzruszona, że ja dostałam ten liścik. Ja go później gdzieś tak wcisnęłam, że nie miałam pojęcia, gdzie on jest. Do swoich przydasi pewnie. Wszyscy mają przydasie i wszystko się przyda, ale nie wyrzucajmy tego – i on gdzieś sobie leżał i ja tak sobie pomyślałam: </span><i><span style="font-weight: 400;">no tak, te czterolistne koniczynki, to wszystko przecież jest super, że ty tak jakby masz ciągle takie marzenie, ale…no pewnie komuś się spełniło. Ale no nam… znowu nie. Super, że dziewczyny mnie to wysłały, ale jest, kiedyś sobie o tym wspomnę…</span></i><span style="font-weight: 400;"> i serio ja to znalazłam w momencie, kiedy ogarnialiśmy tutaj pokój. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tak jak Wam napisałam, po prostu usiadłam, otworzyłam tę kopertę, mówię, co tu jest? Co to jest za koperta, jakiś dokument? Otwieram. Mówię: </span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Ej koniczynko, spełniłaś swoje zadanie. Dzień dobry bardzo. Fajnie, że jesteś.</span></i><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to była pierwsza myśl, że ja muszę do Was napisać. </span></p> <p><b>Te koniczynki serio – to jest magia w najczystszej postaci</b><span style="font-weight: 400;">. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Teraz wiem gdzie jest ten list. Ma swoje magiczne miejsce. Ja czasami sobie do niego tak zaglądam i jak odezwałyście sobie storkę (rolkę na Instagramie) wtedy też, właśnie o tych koniczynkach, że ja do Was napisałam i później zobaczyłam ten post, i się tak zalewałam łzami, że w ogóle: </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– </span><i><span style="font-weight: 400;">Ej, hi (cześć), wiesz ile lat temu marzyłaś o tym, żeby móc mieć jedną storeczkę, że ci się udało, a ty jesteś… ty masz post, pokazują to, że naprawdę – to nie jedno ma imię. To imię “adopcja”, też jest macierzyństwem, rodzicielstwem. Rodzicielstwem przede wszystkim. Też możesz mieć swoją historię i wcale nie musisz zakończyć jej Akademiowo-dietowo idealnie, że możesz pokazać też, że jest inna opcja, że ta opcja jest super. </span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie wiem, czy jest dla wszystkich – myślę sobie, że nie. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja ostatnio usłyszałam taki głos od osoby jednej z rodziny, że: </span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiesz, ja bym się nie zdecydowała, ja bym nie dała rady. Jakby podziwiam Was, ale ja bym nie dała rady.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja sobie wtedy myślę, co tu podziwiać. Ja po prostu spełniam swoje marzenia. To nie jest nic do podziwiania. Bo my też nie chcemy takich wiesz… ja powiedziałam na początku – ukłon w Naszą stronę, ale nie w stronę nas, konkretnych dwojga ludzi, że trzeba wielce się kłaniać, wynosić nas na piedestał, bo halo,</span><span style="font-weight: 400;"> ja spełniam też swoje marzenia.</span> <span style="font-weight: 400;">Jestem samolubna, ja chciałam mieć to dziecko</span><span style="font-weight: 400;">. Nie jest tylko tak – o kochany synu, teraz jestem fantastyczna, bo mogłam Ci dać inne życie. Ja wiem, że tak jest oczywiście, ale nie oczekuję oklasków. </span></p> <p> </p> <p><b>My chcieliśmy mieć dziecko. My po prostu chcieliśmy być rodzicami, to jest trochę samolubne.</b><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Halo, ja chciałam, żeby ktoś mówił do mnie mamo, nie tylko ciociu. Jestem mamą chrzestną, owszem. Dwóch shogunów. W ogóle mam samych facetów. Samych. Jacek ma jednego i za chwilę drugiego chrześniaka, właśnie tego roczniaka. Ja mam dwóch chrześniaków. Mamy syna. W ogóle wszędzie są faceci, a moje przyjaciółki mają córki. Idealnie się to dopełniło. No w każdym razie, to było trochę samolubne. To nie jest na oklaski, ale przyznała (ta osoba), że ona by się nie zdecydowała, bo wie, że to nie jest tak jakby dla niej. Nie dla jej charakteru. I ok. I super to jest. Tak samo jak ja zrezygnowałam z opcji in vitro, tak? A wiele par dzięki temu ma po prostu biegające szczęścia. Więc też super, że się na to zdecydowali. Wydaje mi się, że każdy ma swoją drogę i nikomu tego oceniać, bo rewelacja, że się udało samą dietą… znaczy samą, tutaj robię duży cudzysłów, bo my doskonale wiemy, że to jest kawał roboty dla Was. I tego, że same jesteście pięknymi żywymi przykładami, że się da.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Ale nawet jak się okazuje, że nawet jeśli się totalnie poddaliśmy diecie, wszystkim opcjom lekarzy, zrobiliśmy naprawdę wszystko. Ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wyprostuję się i powiem, że ja naprawdę zrobiłam wszystko. Słuchaj synu, ja naprawdę zrobiłam wszystko. Ja sobie nic nie zarzucę. Po prostu podjęliśmy świadomą decyzję, że opcja in vitro nie jest dla nas, a inseminacje no kazali nam sobie odpuścić.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Tutaj była kolejna z dróg. Dla nas oczywista, ale nie musi być oczywista dla wszystkich. I nawet ci, którzy jak twierdzą, nas podziwiają nas, ale by nie dali rady, no to ok.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Tak samo, jak wiesz, nie wszyscy muszą nam mówić, </span><i><span style="font-weight: 400;">ale super, że to zrobiliście</span></i><span style="font-weight: 400;">, tylko mogą sobie pomyśleć, </span><i><span style="font-weight: 400;">czy oni są tego pewni?</span></i><span style="font-weight: 400;"> I też mają do tego prawo. Tylko jedno – ja tego nie muszę słuchać. Nie musisz mi tego mówić. To tak samo jak wiesz, takie dobre rady cioć, wujków i przyjaciół, i nie tylko, właśnie w całym procesie leczenia, że niejedną „dobrą radę” w dużym cudzysłowie słyszałaś i słyszy je mnóstwo kobiet, bo nawet na Waszym profilu jest o tym – wystarczy kliknąć i tego posłuchać, i się załamać. Przeczytać to i powiedzieć: Jezu, żyjemy w takim świecie… serio?! Postukać się w głowie, tak, jak Ty w tym momencie, więc naprawdę to jest. Ja też tego nie muszę słuchać.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">A stereotypy społeczeństwa o które też tutaj pytałyście – są też jakby.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Np.</span><i><span style="font-weight: 400;"> a wiesz jakie to geny? A wiesz, co z tego wyrośnie? Jesteś pewna? Wiesz no bo wychowanie, wychowaniem ale no gena nie oszukasz.</span></i><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To nadal to jest, mimo tego, że o adopcji się już mówi dużo głośniej i Bogu Dzięki.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> I dzięki też tej dziewczynie, o której ciągle myślę, i mówię bez nicku na Instagramie, ale ona też ma wiele historii. To trochę tak, jak Akademia Płodności, i tak piękne kafelki, że „się udało” i testy, i te małe bobasy to ona tam ma sporo ma tam swoich, jak ona mówi “dzieciaków”, bo dzięki jej wsparciu też wiele osób się naprawdę zdecydowało na to, żeby jednak tą drogą iść. Ona też jest super. Jak na nią mówię “</span><span style="font-weight: 400;">żmija”?</span><span style="font-weight: 400;">. Super, superwsparciem jest, więc naprawdę i myślę, że ona też ma takie właśnie swoje dzieciaki, i dzięki temu, że była wsparciem, to też dużo osób się zdecydowało.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">No i tak jak powiedziałam na początku </span><b>nikt Cię nie zrozumie bardziej niż ktoś, kto przeżył. </b><span style="font-weight: 400;">Więc jeśli tylko ktoś chciałby porozmawiać, to ja służę oczywiście pomocą.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie wiem, czy jestem odpowiednią do tego osobą, aczkolwiek – my też mamy taką swoją mini grupkę wsparcia z tych ludzi z ośrodka. Każdy z nas ma troszkę innego dzieciaczka, z trochę inną historią, i inaczej też wiekowo, chociaż są w podobnym wieku. Dwóch chłopców jest dużo młodszych, ale ogólnie dzieciaczki są w podobnym wieku. Wiesz, pewnie to spotkanie by głównie polegało na morzu łez, ale takich wzruszenia, takich też trochę bólowych, że jednak te nasze dzieciaki musiały tyle przejść, żeby z nami być.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I to jest takie super, że możesz o tym z kimś porozmawiać, ten ktoś wie, co w ogóle myślisz, co czujesz, tylko wiesz to jest takie spojrzenie na siebie, i yhmm, I know (ja wiem), też to mam, też to czuję, więc to…</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;"> poczekaj, bo śmieciara wyrzuca śmieci…</span></p> <p><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Żyćko.</span></p> <p> </p> <p><b>P.: </b><span style="font-weight: 400;">Będzie to słychać.</span></p> <p> </p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Żyćko.</span></p> <p> </p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Niby usiadłam w najcichszym pomieszczeniu, no ale oczywiście Żyćko.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;"> Więc wydaje mi się że tutaj chyba takie, to jest takie turbowsparcie, ale takie wsparcie ludzi totalnie z zewnątrz. Totalnie laiczków, którzy… </span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">(upewniam się, że się nagrywam… Dobra nagrywa się, bo wiesz godzinka rozmowy minęła…:))</span></p> <p> </p> <p><b><i> </i></b><b><i> Żyćko kołem się toczy, czy gdzieś zapisany plan?</i></b></p> <p> </p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> (Wsparcie) Ludzi takich kompletnie, takich też na chłodno (oceniających), bo ja też potrzebowałam takich, że ja usiadłam, wyryczałam się, opowiedziałam i na przykład słyszałam:</span></p> <p><i><span style="font-weight: 400;">– Wiesz co, jakby nie do końca to rozumiem. Też nie do końca wiem, co czujesz. Ja nie umiem ci tego w jakiś inny sposób wytłumaczyć, ale słuchając tego, wszystko jest okej. Wiesz, wszystko jest okej.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja potrzebowałam tylko takiego “wszystko jest okej” i bywały momenty, kiedy ja siadałam, wyłam w poduszkę i sobie myślę: </span><i><span style="font-weight: 400;">boże ile jeszcze dźwignę, czy ja naprawdę dam radę.</span></i><span style="font-weight: 400;"> </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A później sobie myślałam, że każda mama ma swoje momenty, kiedy się zastanawia, czy po prostu da radę. Są mamy…, zresztą Ty też jesteś tego przykładem i a propos historii, że nie zawsze te początki są kolorowe. Nie? Że nawet jeśli masz wymarzony cud i Go rodzisz, to, to nie zawsze jest tak instagramowo. Nie zawsze jest tak pięknie. Nie zawsze jest tak, jakby się chciało, żeby było. I mimo też robisz wszystko absolutnie, żeby było idealnie, żeby te wyniki były świetne, żeby to dzieciątko się urodziło zdrowe to… „Żyćko”. To Żyćko.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc też nie na wszystko miałam wpływ, ale Żyćko zatoczyło piękne koło i ja się bardzo cieszę, że ono tak wygląda, naprawdę.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja jestem szczęśliwą mamą z problemem, jak każda normalna mama.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Z radościami, jak każda normalna. Ze wzruszkami, jak każda normalna. Wiesz, już pierwsza laureczka gdzieś tam “kocham Cię mamo” napisana najkrzywiej na świecie i podpis, po prostu kaligrafia kompletna, ale pięknie. Najpiękniej i oczywiście włożona w magiczne pudełeczko ze swoją drogą kopertą z koniczynką, i mam swoje magiczne pudełeczko wszystkich pierwszych rysunków.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Te stokroteczki w tych rączkach przeniesionych, wyczekane. To jest kolejny symbol oprócz koniczniki, więc to są momenty na które człowiek czeka i ile razy sobie ich nie wyobraża. Boże, to takie historie w głowie pisane, że po prostu kosmos i one się dzieją. Może nie są utkane dosłownie z marzeń, ale są takie, jakie miały być. Dokładnie, po prostu nie mogły być inne.</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc wiesz, On jest kompletnie nasz. Absolutnie. W ogóle nie myślę o tym, że nie. Po prostu On jest nasz od A do Z, z turbo wrażliwym sercem taty i z podłym charakterem mamy;).</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">Ludzie czasami mówią, że te dzieciaczki, które są adoptowane one się upodabniają wizualnie i charakterem. On ma swój charakter. Nie jestem przekonana, że od początku był charakterny mocno i jestem przekonana, że od początku miał, turbo dobre serduszko, i myślę, że teraz po prostu jest moment, w którym On może rozkwitać, i się rozwijać, i cieszę się, że się to dzieje w czterech ścianach naszego domu. Bardzo.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I myślę sobie, że rzeczywiście się trochę upodabnia. Bo po prostu jest nasz. Cieszę się, że po tych dwóch latach naprawdę wszedł kompletnie w rodzinę i jedną, i drugą. Jest absolutnie zaakceptowany przez jedną i drugą rodzinę, i naprawdę jest takim… (jak to nasi sąsiedzi się śmieją) jest taką iskiereczką. Wiesz mamy wszystkich sąsiadów, którzy są albo starsi, albo no mają już takie duże dzieci, więc zbiega tak z tego 3 piętra po prostu i hałasuję, i wszyscy </span><i><span style="font-weight: 400;">cześć, cześć, cześć!</span></i> <i><span style="font-weight: 400;">Dzień dobry, dzień dobry!</span></i><span style="font-weight: 400;"> Więc On, jakby jest taką iskiereczką tutaj. Serio. I tak jak powiedziałaś, jak go zobaczyłeś, „Boże co za uśmiechnięty człowiek”. Tak. To jest dziecko, które albo się śmieje całym sobą albo się wkurza całym sobą. Więc ze skrajności w skrajność idealnie, ale naprawdę jest pogodny jest naprawdę… czasami sobie myślę… </span><i><span style="font-weight: 400;">synku ile Ty nosisz w tej swojej główce, a Ty tak potrafisz się z wszystkiego cieszyć</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Pamiętam pierwszy tort, bo teraz będzie nasz drugi wspólny. Właściwie przeżyliśmy te jego trzecie urodziny też z nim, ale nie tak, jakbyśmy chcieli to przeżyć. Po prostu byliśmy tego dnia razem. Więc jakby ten pierwszy tort spidermanowy był bardzo istotny dla Niego i On tak skakał z radości, jak mógł zdmuchnąć tę świeczkę, że po prostu… jest takie: </span><i><span style="font-weight: 400;">ahhh</span></i><span style="font-weight: 400;">. Każde dziecko, jak ma urodziny, chcesz mu dać wszystko w ten jeden dzień po prostu takie wymarzone. A ten tort był taką radością wiesz takim „wow! To jest mój, jakby kompletnie moja impreza”. Chrzciny też miał, jak miał prawie 4 lata, trzy i trochę więc absolutnie było to dla nas istotne. Bo ta dam, obraziłam się na boga, więc jakby przyjęłam na klatę jego fajny plan, więc ok, już jesteśmy. Już mamy sztamę. Więc oczywiście było to dla nas bardzo istotne, żeby On również miał swojego anioła stróża i on też bardzo dla niego to było istotne, że teraz nawet mówi tata będzie chrzestnym, a moim chrzestnym jest…. i tutaj wypikuje imiona, bo dla niego też to było takie istotne, że to była też jego impreza, i to byli jego goście. Szykujemy się na piąte urodziny, więc tutaj też jest oczywiście konkretna tematyka, i wszystko, i serwetki i wszystko musi być tak, jak trzeba.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">I cieszę się, że mogę to robić. Bardzo się cieszę, bo ja o tym marzyłam i bardzo się cieszę, że mogę spełniać jego małe marzenia. To jest takie super, że jakby „Ty” (synku) jesteś chodzącym spełnionym moim marzeniem, i teraz jakby naszym zadaniem jest, żeby spełnić wszystkie Twoje małe, i duże marzenia. Jakby “cześć witaj w świecie szczęścia i normalności mały człowieku i żyj tak, żebyś chciał przeczytać później tę historię aby naprawdę… żeby powiedzieć, że się udało…”</span></p> <p> </p> <p><span style="font-weight: 400;">(Nie wiem, ile z tego [nagrania] Karol poskłada? Będzie musiał moje wzruszki wyciszać. Kawał ciężkiego masz zadania.)</span></p> <p> </p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Absolutnie, Karol nie pozwalam. Nawet nie próbuj tutaj nic wycinać. Zabraniam. Ewentualnie moje chlipanie, po drugiej stronie, żeby nie dokładać.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Ja się bardzo staram odsuwać od tego mikrofonu, jak sobie wiesz tutaj… wzdycham, ale myślę, że nie zawsze mi się udaje, no wiedziałam że się…, o poczekaj nawet mi słuchaweczka wypadła.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Wiedziałam, że się wzruszę, ale no to jest ogrom emocji i rzeczywiście dostałam pytanie, jak się dowiedziała moja przyjaciółka, zresztą nie tylko moja przyjaciółka, bo jeszcze jedna osoba też się dowiedziała, że to nagrywam… mam nagrać.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">To obydwie zadały pytanie:</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">– C</span><i><span style="font-weight: 400;">zy jesteś gotowa, żeby opowiedzieć tę historię?</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Ja mówię: </span><i><span style="font-weight: 400;">wiesz co? Chyba jestem, znaczy jakby ja ją ciągle przeżywam, ale na pewno będę wyć… </span></i><span style="font-weight: 400;">i to było oczywiste</span><i><span style="font-weight: 400;">.</span></i></p> <p><span style="font-weight: 400;">Jakby ja wiedziałam, że ja wiesz… ja jestem miękka pupa po prostu. Ja tyle razy czytam wasze historie i o Jezus, ja tak chlipię po drugiej stronie. No w ogóle no ja jestem taki mocno emocjonalny człowiek, więc wiedziałam, że będę wyć, ale z drugiej strony sobie tak pomyślałam, a jeśli jedna osoba to odsłucha i ta jedna osoba usłyszy o tym, że naprawdę jest happy end (szczęśliwe zakończenie) i jest super życie. Normalne, nie odbiegające od rzeczywistości, jest super życie. Da się. No i jeśli mogę być taką małą cegiełką do tego, że ktoś jednak pójdzie do tego ośrodka, i chociaż po prostu zapyta, i nie wiem, i nawet skończę kurs, i pomyśli o tym, a może ktoś jednak zamieszka w kolejnym domu, i będzie miał piękną historię? To czemu nie? To jestem.</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Paulinka, ja Ci bardzo dziękuję. Bardzo. Naprawdę, bo Twój głos w ogóle, wiesz Ty jesteś takim naszym akademiowym człowiekiem. My po prostu tyle lat, ile my wymieniamy wiadomości. Mamy niewiele takich dziewczyn jak Ty z którymi przez tyle czasu…</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Powiedz mi, ile lat jest Akademia, bo próbowałam tak policzyć…?</span></p> <p><b>Z.: </b><span style="font-weight: 400;">Akademia jest 7 lat.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> No to jestem od początku.</span></p> <p><b>Z.: </b><span style="font-weight: 400;">Jesteś naszym człowiekiem, który mam wrażenie, że tak towarzyszymy i jestem Ci tak bardzo wdzięczna, że poświęciłaś kawał swojego serducha na to, bo wiesz może tego po drugiej stronie właśnie słucha jakaś inna Paulinka. Może Ona jest te trzy kroki za Tobą i może miała te same pytania, które rodziły się w Twojej głowie. Ja myślę, że zasiałaś bardzo wiele takich małych ziarenek, które sobie zaczną kiełkować w głowach osób, które dla których może adopcja to nie była ta od zawsze oczywista droga, tylko może właśnie życie pisze swoje scenariusze, i zaczynamy o tej gałązce, o tej odnodze myśleć.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A ja teraz patrzę na Ciebie cały czas i widzę to Wasze zdjęcia z tyłu. Przyklejone tą Waszą taką pełnią i wzruszam się na maksach i jesteście piękną rodziną, i pięknymi ludźmi, i to, że my jesteśmy w Was zakochane z Anią, od lat, to wiemy, ale teraz możemy to wyznać publicznie.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc ja sobie pozwalam na ten przywilej, który mam, żeby Ci powiedzieć, Tobie i Twojemu mężowi, i Temu małemu roześmianemu człowiekowi, który tutaj machał jakiejś obcej cioci (którą po prostu widzi) – hej!</span><b> Jesteście pięknym obrazkiem tego, że macierzyństwo, rodzicielstwo może wyglądać też tak, i być tak totalnie normalne</b><span style="font-weight: 400;">. Dziękuję.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Zdecydowanie, teraz mi zabrakło głosu…</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Dziękuję.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> … bo się po wzruszałam, też dziękuję bardzo i bardzo dziękuję za to, że Akademia Płodności zrobiła powiem taki ukłon w stronę naszą. Naszą w sensie mam na myśli wszystkich mam i tatusiów, którzy są tatusiami adopcyjnymi, mamusiami adopcyjnymi. Może to nie jest tak, że my chcemy o tym trąbić na lewo i na prawo, bo wiesz na przykład my mieszkamy w małym społeczeństwie, i no kurcze nagle się pojawił trzylatek, nikt nie pomyślał o tym, że przecież, halo – ona nie była w ciąży. Więc niby się nie mierzę z tym wzrokiem, absolutnie, ale oni wiedzą. To też nie chodzi o to, że mamy strasznie głośno o tym mówić, że konsultacje są jakieś super, i wszyscy muszą adoptować dzieci. Nie. Ale chcemy, żeby wiedzieć, że tak też można i że to jest też super historia, i plan na rodzinę. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Więc bardzo dziękuję, że miałam tę możliwość, mam nadzieję, że wychlipanie nie będzie jakoś tak bardzo słyszalne, ale no nie dało się inaczej.</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Ty jesteś prawdziwym człowiekiem. Naszym. Z każdym chlipnięciem nosa. Ale też jestem pewna, że nie tylko my dwie chlipiemy, tylko czuję, że będzie innych chlipnięć po drugiej stronie też sporo.</span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dziękuję Ci.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Cieszę się, niech sobie pochlipią i niech mają ten plasterek na serduszko, jeśli rzeczywiście potrzebują tego, to bardzo proszę.</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Dzięki.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Rozgośćcie się w tej części adopcji.</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Miałam bardzo dużo pytań, ale wiesz jak sobie je wyobrażałam, że muszę Cię o coś zapytać to dosłownie trzy zdania później Ty zaczynałaś o tym mówić. Naprawdę…</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Bo ja jestem Wasza, no.</span></p> <p><b>Z.: </b><span style="font-weight: 400;">… I potem nawet przekręcałam oczami i myślę sobie: Boże, naprawdę serio? Właśnie chciałam o to… , chciałam o ludzi zapytać, a Ty zaczynasz mówić o ludziach. Chciałam o TO, Ty zaczynasz O TYM… więc nie mam więcej pytań. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Nie mam więcej pytań, dziękuję wyczerpałaś ten temat. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dzięki za nakreślenie Waszej historii i życzę Wam tego, żeby to Żyćko dalej było po prostu normalne. Z wyzwaniami, które na Was czekają ale również z tymi bukietami stokrotek i innymi cudownościami, które na pewno czekają.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Tak, z tymi pięknymi „dniami mamy” i tymi wszystkimi cudownymi dniami. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">Dziękuję bardzo, bardzo, bardzo, bardzo.</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> My również.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Do zobaczenia i do usłyszenia na pewno, bo My się już spisujemy.</span></p> <p><b>Z.:</b><span style="font-weight: 400;"> Mamy nadzieję, że ten kontakt cały czas będzie.</span></p> <p><b>P.:</b><span style="font-weight: 400;"> Ależ oczywiście, możecie na to liczyć. Jesteście na mnie skazane.</span></p> <p><b>Z.: </b><span style="font-weight: 400;">Dzięki Paulinka, dzięki. </span></p> <p><span style="font-weight: 400;">A Wam dziękuję Wam bardzo za odsłuchanie naszego podcastu.</span></p> <p><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /></p> <p dir="ltr" style="text-align: left;"><br style="font-weight: 400;" /><br style="font-weight: 400;" /></p> <p>Artykuł <a href="https://akademiaplodnosci.pl/blog/2025/09/24/100-adopcja-droga-do-rodzicielstwa-oczami-pauliny/">#100 Adopcja – droga do rodzicielstwa oczami Pauliny</a> pochodzi z serwisu <a href="https://akademiaplodnosci.pl">Akademia płodności</a>.</p>
103 total episodes available
Similar Podcasts
Discover related shows you might enjoy
Deep-dive analytics for Akademia Płodności
Frequently asked questions
Have a different question and can't find the answer you're looking for? Reach out to our support team by sending us an email and we'll get back to you as soon as we can.
- What is Akademia Płodności?
- How often does this podcast release new episodes?
This podcast updates weekly.
- Where can I listen to this podcast?
This podcast is available on 8 platforms including Apple Podcasts, Spotify, and more. You can also use the RSS feed directly.
- Does this podcast accept guests?
No, this podcast does not typically feature guests.
Legal Disclaimer
Pod Engine is not affiliated with, endorsed by, or officially connected with any of the podcasts displayed on this platform. We operate independently as a podcast discovery and analytics service.
All podcast artwork, thumbnails, and content displayed on this page are the property of their respective owners and are protected by applicable copyright laws. This includes, but is not limited to, podcast cover art, episode artwork, show descriptions, episode titles, transcripts, audio snippets, and any other content originating from the podcast creators or their licensors.
We display this content under fair use principles and/or implied license for the purpose of podcast discovery, information, and commentary. We make no claim of ownership over any podcast content, artwork, or related materials shown on this platform. All trademarks, service marks, and trade names are the property of their respective owners.
While we strive to ensure all content usage is properly authorized, if you are a rights holder and believe your content is being used inappropriately or without proper authorization, please contact us immediately at hey@podengine.ai for prompt review and appropriate action, which may include content removal or proper attribution.
By accessing and using this platform, you acknowledge and agree to respect all applicable copyright laws and intellectual property rights of content owners. Any unauthorized reproduction, distribution, or commercial use of the content displayed on this platform is strictly prohibited.



